hawkeye
hawkeye

Hawkeye – recenzja 1. sezonu. Clint sam w Nowym Jorku

Hawkeye zawsze był moim najmniej lubianym Avengerem. Nigdy nie pałałem do niego jakąś większą sympatią, gdyż filmy pokazywały go jako nudnego bohatera, bez żadnych mocy. Do tego Jeremy Renner również nie jest w mojej topce aktorów. Z oryginalnej dwójki Avengerów “bez mocy” zawsze wygrywała Natasha. Jednak serial, który zaprezentowano nam na Disney+ zmienił moje spostrzeżenia do Clinta. To co nam przedstawiono było naprawdę mocne i troszeczkę bardziej przychylnym okiem patrzę na tytułowego łucznika.

4. faza MCU powoli pozwala starej gwardii przejść na emeryturę. Nie ma już z nami Kapitana Ameryki, Czarnej Wdowy i Iron Mana. Thor lata gdzieś po galaktyce, razem ze Strażnikami, lecz i go zastąpi Jane Foster w Thor: Miłość i grom. Został nam Clint Barton (jak ktoś słusznie stwierdził, w recenzji pierwszych dwóch odcinków, błędnie napisałem jego nazwisko). Co z naszym łucznikiem? Tutaj pojawia się Kate Bishop. Hawkeye opowiada o tym, że w Nowym Jorku dalej czai się zagrożenie, a jedynym Avengerem, który może mu sprostać jest właśnie nasz Clint. Na pomoc przychodzi mu Kate Bishop i dzięki temu, dostajemy jeden z najlepszych seriali od Marvel Studios.

Hawkeye

kadr z serialu Hawkeye

Po nienajlepszym What If…? otrzymaliśmy w końcu produkcje, która poruszy wątki kogoś z klasycznej szóstki Avengersów. Moje nastawienie, nie było zbyt wysokie, gdyż tak jak wcześniej wspomniałem – niezbyt przepadam za Clintem. Całe szczęście dostałem coś naprawdę mocnego. Serial dał nam naprawdę dużo emocji, a także akcji. Co odcinek otrzymuje coraz to lepsze sceny walki jak i również barwnych antagonistów. Mocnym elementem jest na pewno Echo, która stara się zamordować tytułowego bohatera. Ma motyw oraz niesamowitą charyzmę. Dodatkowo zbiła piątkę z fantastycznie napisaną Dresiarską Mafią, gdzie jest Tomas, którego gra nasz rodak – Piotr Adamczyk! Tak jak wspomniałem w pierwszej recenzji, tak względem całości wypada on naprawdę świetnie. Nie dostał może tyle czasu ekranowego co Kazi czy wcześniej wspomniana Echo, lecz jako postać drugoplanowa cieszy. Nie tylko z racji, że to Polak w Marvelu, ale naprawdę ma charakter.

Zobacz również: What If…? – recenzja pierwszego sezonu! Falowanie i spadanie

Poza świetnymi złolami, mamy też wyśmienite postacie pozytywne. Przedstawienie Clinta Bartona w tej produkcji naprawdę wymiata i nie jest on wyjałowionym zapychaczem, bez jakiejkolwiek przeszłości. Chce się odkupić za przeszłość Ronina i pokazać, że wcale nie jest taki zły. Świetnie to widać przez cały sezon, ale najlepiej zobrazowano to w dwóch ostatnich odcinkach. Wyśmienicie sprawuje się też w relacjach ojciec-córka, gdyż Hawkeye daje nam właśnie taki obraz wątku z Kate Bishop. Momentami miałem odczucia jakbym widział Tony’ego Starka z Peterem Parkerem. Początkowo może Clint nie pała sympatią do Kate, jednak z czasem wygląda to, jakby był jej ojcem. Jest to zarówno plusem, gdyż dodaje to uroku całemu serialowi, lecz działa to też na minus, ponieważ to tak zwana jazda na patencie. Tak jak mówiłem – dostaliśmy to już wcześniej.

Hawkeye

Kadr z serialu Hawkeye

Scenarzyści mieli też wspaniały pomysł na dokończenie wątku Yeleny Belovy ze sceny po napisach z Czarnej Wdowy. Niestety najbardziej boli to, że nasza cudowna Florence Pugh dostaje bardzo mało czasu antenowego. Owszem, całość została w bardzo zgrabny sposób przedstawiona, lecz troszeczkę zabrakło mi tutaj Yeleny. Można to było naprawdę super rozwiązać, postanowiono jednak zrobić to inaczej. Nie odejmuje to jednak tego, że Florence ponownie jest jednym z mocniejszych elementów całego serialu. Podobnie jak w Czarnej Wdowie przynosi nam wiele humoru, a także wyśmienite sceny akcji.

Fajnym pomysłem było wprowadzenie LARP-owiczów, którzy są po stronie głównych bohaterów, jednak nie pokazano ich w jakimś wyróżniającym się świetle. Były odcinki, gdzie w ogóle ich nie pokazano i szczerze? Zapomniałem, że ktoś taki w ogóle się pojawił. Wiele do życzenia zostawia też Jack Duquesne (grany przez Tony’ego Daltona), gdyż wprowadzenie Swordmana byłoby czymś naprawdę ekstra, natomiast podobnie jak z wcześniej wspomnianymi LARP-owiczami, gdy go nie widzieliśmy – nie pamiętałem o nim.

Hawkeye Yelena Florence Pugh

kadr z serialu Hawkeye

Zobacz również: Loki – recenzja pierwszego sezonu. Jeden Hiddleston to za mało!

Hawkeye wśród poprzednich seriali MCU wypada naprawdę, ale to naprawdę dobrze. Mamy praktycznie wszystko, co potrzeba do sukcesu. Od barwnych postaci, po świetne zwroty akcji i ciekawych antagonistów. Sam finał pozostawił wiele do życzenia, gdyż moim zdaniem, chciano tam pokazać zbyt wiele. Całościowo broni się jednak bardzo dobrze i jest to absolutna, serialowa topka. Liczę, że Kate Bishop niejeden raz pojawi się w następnych produkcjach Marvel Studios, bo to naprawdę świetna postać. Brawo!


Ilustracja wprowadzenia: kadr z serialu Hawkeye

Redaktor prowadzący dział Newsy

Geek i audiofil. Magister z dziennikarstwa. Naczelny fan X-Men i Elizabeth Olsen. Ogląda w kółko Marvela i stare filmy. Do tego dużo marudzi i słucha muzyki z lat 80.

Więcej informacji o
, ,

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

what? pisze:

90??????????? Trzeba być fanem CW, żeby ten serial tak ocenić!!! Szmira dla dzieci, finał dno, postacie płaskie, bez jaj, wątków narobili i pokończyli beznadziejnie, tylko żeby zrobić furtkę na 2 kolejne seriale, 40 to max

Mikołaj Lipkowski pisze:

Hello! Dzięki wielkie za wyrażenie swojej opinii! Cóż, fanem CW nie jestem, wręcz przeciwnie. No ale to może moje młodzieńcze chroniony przemówiły i wzięły górę 😉 z tego co pamietam, to wcale tak wielu wątków nie narobili, chyba, że oglądaliśmy dwie różne wersje finału 😀 a skoro twierdzisz, że robią furtkę na kolejne seriale – dla mnie bomba! Wesołych świąt!

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?