Zapraszamy do lektury i oczywiście dajcie nam znać, jaka jest Wasza opinia! Oto najlepsze filmy o superbohaterach!
Wielu ludzi zarzucało Człowiekowi ze stali stali zbyt dużą powagę i brak żartów, które można też przedstawić jako zalety filmu. Widowiskowe efekty specjalne oraz rewelacyjne przedstawienie historii na Kryptonie. Gdyby jeszcze fabuła była pozbawiona dziur i bardziej oryginalna, mogłoby wyjść prawdziwe arcydzieło. Niestety nowy kinowy Superman nie jest pozbawiony skaz, wręcz przeciwnie: ma ich dość sporo. Mimo tego na seansie tej produkcji można się naprawdę dobrze bawić. Na pewno lepiej niż na nie najlepszym sequelu Człowieka ze stali – Batman v Superman…
Zanim jeszcze Mangold uderzył z genialnym Loganem, stworzył produkcję niższej wagi, ale w dalszym ciągu przyciągającym swoją egzotyką. Hugh Jackman ponownie w roli tajemniczego, obdarzonego niezwykłą mocą Wolverine’a, który wyrusza do współczesnej Japonii. Stawia tam czoła nie tylko obcej kulturze, lecz także śmiertelnie groźnym wrogom, którzy gotowi są na wszystko, by go zniszczyć. Wolverine odkryje swoje słabości, zyskując przy tym siłę, o której dotąd mógł tylko marzyć, a jego los zmieni się na zawsze…
W następnej kolejności pierwszy pełnometrażowy, wysokobudżetowy film opowiadający człowieku-pająku. To właśnie Sam Raimi rozpoczął modę tworzenia produkcji z Peterem Parkerem i jego alter ego. Film z pewnością nie należy do wybitnych – nawet biorąc pod uwagę sam gatunek, do którego należy – jednak posiada pewne elementy, które sprawiają, że kinematografia o nim szybko nie zapomni. O ile na przykład odtwórca głównej roli Tobey Maguire wspominany jest różnie, to już Willem Dafoe jako Zielony Goblin spisał się wyśmienicie. Na uwagę zasługuję również oryginalne powietrzne sekwencje Spideya oraz efekty specjalne jako całokształt.
Alan Moore nie jest człowiekiem, który przepada za adaptacjami swoich powieści graficznych – a tej pozycji nie znosi chyba najmocniej. Niemniej jednak w dalszym ciągu to ciekawa produkcja. Rzecz dzieje się w totalitarnej Anglii, gdzie społeczeństwo jest skutecznie zastraszane i manipulowane przez aparat władzy. Jedyną osobą, która nadal stawia opór, jest bojownik o wolność przebrany za osobę Guya Fawkesa – V (Hugo Weaving). V walczy z panującym ustrojem dokonując zamachów terrorystycznych na główne ośrodki przekazu i gmachy budynków rządowych. Pewnego dnia uwalnia z rąk agentów rządowych Evey Hammond (Natalie Portman). Evey odkrywa, iż wbrew powszechnemu uznaniu V nie jest terrorystą, lecz osobą, w której skupiają się wszystkie idee, o których jej naród zapomniał. Od tej pory, od 5 listopada V będzie kontynuował swoją krucjatę, mszcząc się za swoje krzywdy i za cierpienia narodu prowadząc Anglię ku wolności.
Wydaje się, że to jeden ze słabszych tytułów z Marvel Cinematic Universe, jednak w dalszym ciągu stanowi interesującą propozycję, będąc przy tym małą odpowiedzią na Wonder Woman. Są lata 90. XX wieku. Na Ziemię dociera galaktyczna wojna. Carol Danvers wraz z grupką sojuszników trafia w oko cyklonu. Masz okazję towarzyszyć jej w podróży, dzięki której stanie się jedną z największych bohaterek wszechświata.
Na wyższej lokacie znajduje się dość ciekawy pomysł na ukazanie sylwetki superbohatera, albo raczej – przynajmniej z początku – antybohatera. Will Smith wciela się tutaj w osobę obdarzoną supermocami, lecz posiadającą nastawienie zbliżone raczej do menela aniżeli Supermana. Sprawia to, że lokalni mieszkańcy, pomimo faktu, iż od czasu do czasu ich ratuje, powoli mają go dość. Sytuacje zmienić próbuje specjalista od PR (Jason Bateman), któremu Hancock uratował życie. Zamysł ciekawy, realizacja całkiem niezła, a gdyby nie to, że produkcja Berga koniec końców wpada w typowe hollywoodzkie schematy, zapewne plasowałby się na naszej liście jeszcze wyżej.
Wersji Jossa Whedona nie ma tutaj z oczywistych względów, jednak tegoroczny dotychczasowy temat numer jeden w tematach superhero zdecydowanie zrehabilitował tę pozycję. Zack Snyder przejął swój projekt i pokazał, że choć nie jest wybitnym twórcą, potrafi stworzyć całkiem spójne widowisko.
43.
W naszym rankingu nie mogło także zabraknąć historii o drobnym złodziejaszku (Paul Rudd), który wskutek zbiegu okoliczności otrzymał możliwość zakładania kombinezonu zmniejszającego go do rozmiarów mrówki i jednocześnie dającego mu nadludzką siłę. Film, tak jak każdy produkt MCU, jest lekki, prosty i przyjemny. Co więcej, został wprowadzony do kin w odpowiednim czasie, bo w chwili, gdy widzowie odczuli lekki przesyt wielkich, epickich starć po Czasie Ultrona. Ant-Man jest kameralną odskocznia od wielkich widowisk z kilkoma świetnie wprowadzonymi pomysłami i porządnym aktorstwem.
Co za szajs to najgorsze gówno jakie powstało.
Większość filmów takich jak Avengers czy Iron man to gówno. Tu większość filmów to tandeta i badziewie.
Większość to badziewie. 3 filmy, a reszta to badziew jak Kapitan Ameryka. Szkoda oczu.
dzięki za listę !! jedynie dziwi mnie że „300” się nie zmieściło a może przeoczyłem?