Niektóre filmy atakują nas z zaskoczenia, niczym cichy zabójca, ninja. Nie wiemy co się dzieje, świat wiruje wokół nas, jesteśmy zaskoczeni, że taka produkcja pojawia się nagle na ekranach kin. Tak, marketing nie był silną stroną Na układy nie ma rady, pierwszy zwiastun pojawił się ze 2-3 tygodnie przed premierą. Niestety, ale po obejrzeniu można stwierdzić, że reklama wcale nie była najgorszą stroną tego tytułu. Debiutujący reżyser Christoph Rurka chce połączyć komedię z polityką, co zupełnie się nie udało. Skoro Michał Milowicz jest jedynym, maleńkim plusem tego filmu to nie możecie spodziewać się fajerwerków i salw śmiechu. Raczej będziecie rozpatrywać, czy jakiś układ pozwoli wam wyjść z seansu i domagać się zwrotu kosztu biletu. (M. Gontarski)
Prawda jest taka, że stan polskich komedii jest w opłakanym stanie. Brakuje w nich świeżości i wyrazistej fabuły. Niestety kiedy historia jest ciekawa, nie zawsze udaje się ją dobrze poprowadzić. Tak też się stało w filmie Juliusza Machulskiego. Volta to jeden z wielu filmów posiadających kompleks zwiastuna. Podczas dwuminutowego materiału promującego zaczyna wierzyć, że jest to świetna komedia. Soczyste teksty, absurdalne sytuacje i zabawne postacie. Niestety na tym się kończy. Na koniec seansu dociera do Ciebie to, że najlepsze momenty widziałeś w zwiastunie (prawdopodobnie kilka razy). To z kolei spowodowało, że nie były już tak zabawne podczas oglądania całości. Fabuła poprowadzona jest w zbyt skomplikowany sposób jak na komedię. Wklejone retrospekcje nie mają sensu, logiki i w dodatku spowalniają akcję, która i tak rozwija się w żółwim tempie. Plus za nieprzewidywalną końcówkę- pomijając kilka udanych scen, to ona ratuje ten film. (D. Wajda)
Nawet świetni rodzimi filmowcy potrafią zrobić film, który trafi do rankingu wskazującego najgorsze polskie komedie. Motyw podróży w czasie po raz kolejny w wykonaniu Juliusza Machulskiego – niestety nie jest to tak widowiskowe jak zapowiadano. Obsada aktorska zawaliła sprawę, w której tak bardzo pokładano nadzieję. Kostiumy wyglądają jak z niedorobionej wypożyczalni. Wiele stereotypów i oczywistości, które oślepiają widza. Bohaterowie nie muszą być skomplikowani, żeby byli śmieszni, natomiast wypadało by, żeby byli wiarygodni. Mało tu mocnych żartów, choć to prawda, że każdy ma swój gust. Kiepskie efekty specjalne i animacje, które zaniżają kinowe standardy. (D. Wajda)
Weekend to pierwszy i, całe szczęście, jedyny film w reżyserii znanego wszystkim Cezarego Pazury. Bardzo popularny w Polsce aktor-śmieszek, którego kariera rozkwitała na przełomie lat 90. i 2000, chciał stworzyć film będący czymś na wzór Przekrętu i czerpiącym całymi garściami z Pulp Fiction. Czy coś z tego się udało? No tak nie bardzo bym powiedział. Jedyne, co łączy film Pazury z powyższymi filmami, to fabuła, która została zerżnięta jeden do jednego z Przekrętu. Mamy tu więc kilka organizacji, które za wszelką cenę chcą zdobyć walizkę z narkotykami wartymi kilka milionów złotych. Jednak wszystko, co mogło się nie udać w Weekendzie, nie udało się. Wątki tu to jeden, wielki chaos, aktorzy grają jakby wsadzili im kołek nie powiem gdzie, a wszystko to zostało ubrane w beznadziejny montaż i sztuczne efekty specjalne. A jak przedstawia się tu warstwa komediowa? No tutaj to już twórcy przeszli samych siebie. Ciężko bowiem czerpać przyjemność z żartów skupiających się na puszczaniu bąków, analogii do narządów płciowych czy całkowicie niezjadliwych sucharach. (M. Chrzczonowski)
Olaf Lubaszenko ma dużo przyjaciół. Swoich ziomków, z którymi lubi pożartować, napić się wódki czy…zrobić razem film. Niestety, ale łączenie tych trzech elementów w jedno to pomysł tragiczny. Szczególnie to widać w filmie Sztos 2, który jest nieskładny, mało zabawny i ciężki do oglądania na trzeźwo. Może wynikać to z tego, że obsada za bardzo wczuła się w rolę imprezowych ziomków i zaprosiła do balangi reżysera, który widać bawił się tak dobrze, że zapomniał o własnym filmie. (M. Gontarski)
Facet (nie)potrzebny od zaraz to produkcja z 2014 roku reklamowana jako „Błyskotliwa komedia o mężczyznach”. Bardzo często slogany promujące film są przesadzone i dalekie od prawdy, ale tutaj twórcę naprawdę poniosło. Zostałem oszukany już na samym wstępie, twórcy nawet nie trudzą się, aby film miał chociażby szczątkowe elementy komedii. To obyczaj, a do tego dosyć nieporadnie napisany, choć sam pomysł wyjściowy daje nadzieję na całkiem przewrotne kino. Otóż, główna bohaterka po zdradzie partnera postanawia odszukać swoich byłych. Starcie kobiety z mężczyznami o zróżnicowanych osobowościach mogło okazać się przezabawnym doświadczeniem, a wyszło nudno i nieinteresująco.W konwencji komedii film zupełnie się nie odnajduje, nadrabia nieco muzyką i zdjęciami, ale i tak całościowo wychodzi banalnie i zupełnie nie obchodzi widza to, co obserwuje na ekranie. (M. Gontarski)
Ten film to już naprawdę ciężkie działo jeśli chodzi o polską komedię. Oglądając to „dzieło”, pewni możecie być, że zafunduje wam nieodwracalną amputacje mózgu oraz traumę na długie godziny. Fabuła tu przedstawiona opowiada o aktorze Lutku Starze oraz reżyserze Emilu Banksie. Obaj trafiają do więzienia, gdzie postanawiają stworzyć scenariusz serialowy. Tak niezwykle złego filmu nie zapowiadała obsada, która składa się z kilu naprawdę znanych nazwisk. Wystarczy powiedzieć, że w głównych rolach występują tu Olaf Lubaszenko i Michał Milowicz, a postacie drugoplanowe odgrywają m.in. Mirosław Zbrojewicz czy Roman Kłosowski. Jednak wszystko inne to już istna katastrofa – scenariusz pisany na kolanie z kompletnie bezsensownymi dialogami, dziwaczny montaż, fabuła zmierzająca nie wiadomo gdzie, kompletny brak fachu ze strony reżysera, a do tego żarty w filmie wywołują u nas jedynie reakcję ręka-czoło. (M. Chrzczonowski)
Komedia Vegi jedyne co ma zaoferowania, to nieustanne opieranie się na stereotypach o typowych Polakach Januszach, który gdy tylko wychylą się ze swoich włości, kompletnie nie wiedzą się jak zachować i robią z siebie idiotów. Fabuła filmu opowiada o rodzinie Tomasza, która wyjeżdża do Egiptu, gdy ten nieoczekiwanie wygrywa wycieczkę. Samo naśmiewanie się ze stereotypów mogłoby być całkiem zjadliwe, gdy nagle film nie zrobił obrotu o 180 stopni. Potem mamy bowiem wychwalanie „wszystkiego co nasze” oraz „siły rodziny”. Do tego w filmie mamy mnóstwo żartów nie na miejscu, typu nazywania Egiptu „dzikim krajem”. Produkcja jako komedia nie jest kompletnie zabawna, a postacie w niej występujące są szyte na schematach, przez co wszystko zdaje się być bardzo sztuczne. (M. Chrzczonowski)
Bardzo trudno znaleźć w tym filmie jakiekolwiek pozytyw. Twórcy w planach mieli stworzenie komedii romantycznej i przez to kombinowanie poleciał cały fundament, który mógł wypalić. Niestety nie wypalił. Fabuła jest zbyt szarpana, historia miota się od lewej do prawej. Nie wiadomo co jest istotne, a co zabawne. Obecni aktorzy kompletnie nie czują tej komediowej konwencji, co przełożyło się na mizerny poziom umiejętności aktorskich. Ten film jest klasycznym przykładem, jak nie powinno się tworzyć komedii romantycznych. Polacy uwielbiają się śmiać i dlatego od komedii wymagają więcej niż by się wydawało. Tak, to prawda, że komedia to arcytrudny gatunek, za który nie każdy powinien się zabierać. (D. Wajda)
Ta komediowa porażka mogła chyba najbardziej rozczarować polskiego widza ze wszystkich pozycji z naszej lisy. Po dobrym przyjęciu Nigdy w życiu! z 2004 roku, który to obejrzało 1,6 mln osób, wiele osób niecierpliwie czekało na kontynuację. Ja wam pokażę! okazało się jednak kompletną klapą, do czego przyczyniły się na pewno też różne zawirowana około produkcyjne. Nowi twórcy całkowicie bezsensownie postanowili w kontynuacji wykorzystać trzecią, a nie drugą część popularnej serii Katarzyny Grocholi, co nie przyczyniło się do pozytywnego odbioru produkcji. Sam film to już zlepek różnych schematycznych scen, które dłużą się nieubłaganie. Ja wam pokaże! zostało sklasyfikowane jako komedia romantyczna, jednak śmiesznych momentów jest tu śladowa ilość, do tego nie są one najwyższych lotów. Tak oto całkowicie został zmarnowany potencjał serii nazywanej polską wersją Bridget Jones. (M. Chrzczonowski)
brakuje tu jeszcze na miejscu 1 filmu Ryś
Wg mnie problemem Rysia jest dążenie do bycia bardziej bareizmowym niż sam Bareia by to mógł wymyślić. Błąd Tyma, z całym szacunkiem dla tego pana.
Niestety wyszło sucharowo.
Większości tych filmów nie oglądałam ale np nie zgadzam się ze sztos i ja wam pokaże powinny znaleźć się na tel liście. Brakuje tu wojny polsko ruskiej, testosteronu, baby są jakieś inne.