Pierwsza część Life is Strange zdobyła wiele nagród. Niezwykła historia o nastolatce z nadprzyrodzonymi mocami rozkochała w sobie wielu. Od wspomnianego tytułu, w 2015 roku, poradził sobie lepiej chyba tylko Wiedźmin 3: Dziki gon. Opowieść o poszukiwaniach zaginionej Rachel Amber wywołała wiele tajemnic, a postać Chole Price stała się tak naprawdę twarzą serii. Fanom wówczas było mało. Tak więc powstał prequel skupiający się na tychże dwóch postaciach. Dzieje się on przed powrotem Max Caulfield do Arcadia Bay. Wcielamy się w dobrze znaną nam punkówę, która za nic ma sobie szkołę, mierzy się z problemami po stracie ojca i niezbyt uśmiecha się jej tworzyć rodzinę z emerytowanym wojskowym, który ma być jej ojczymem. Azyl znajduje dopiero gdy bliżej poznaje ukochaną przez wszystkich Rachel Amber. Wzorową uczennicę aktywnie działającą w życiu szkoły, aktorkę oraz córkę prokuratora.
W zasadzie bardzo cieszę się, że podszedłem do tego na spokojnie i z chłodną głową. Prequel jedynki stoi na naprawdę wysokim poziomie, lecz faktycznie nie daje tyle satysfakcji co podstawowa wersja i nie z racji faktu, że Max ma supermoce, a Chloe nie. Historia jest tu naprawdę dobra, bo mamy sporo elementów rodem z najciekawszych seriali kryminalnych, natomiast kończy się zbyt szybko. Nie daje się nam wciągnąć, bo gdy jesteśmy w peaku fabuły, ta się chamsko kończy. Posłużę się tu słowami Tomasza Beksińskiego, który miał podobne odczucia do albumu Vision Thing zespołu The Sisters of Mercy: to kończy się zanim zdąży się rozkręcić. Brakuje tu dodatkowego epizodu, który skupia się na bliskości Rachel i Chloe. Mogliśmy się w to bardziej wciągnąć, zwłaszcza bardziej wymagający gracze.
Mimo zbyt krótkiej fabuły, muszę pochwalić rozgrywkę. Gra nie pozwala nam na cofanie czasu, więc musimy liczyć się z trudniejszymi wyborami moralnymi, których później nie możemy poprawić. Warto nie brać pierwszej lepszej odpowiedzi tak jak w jedynce, a faktycznie musimy postawić się na miejscu Chloe i zadać sobie pytanie – co my byśmy powiedzieli będąc na jej miejscu. Ciekawym aspektem są również tak zwane pyskówki, które są nowością. Jak już mówiłem – Chloe nie ma mocy cofania czasu jak jej przyjaciółka Max. Ma jednak inną supermoc czyli wspomnianą pyskówkę. Musimy skupiać się na tym co mówi do nas rozmówca, by móc mu w odpowiedni sposób pocisnąć ripostą i uzyskać satysfakcjonujący wynik rozmowy. Przyznam, że jest to bardzo trudne, zwłaszcza że goni nas czas przez co mamy mało go, by skupić się na odpowiedzi. Niejeden raz nie udało mi się wykonać pyskówki dobrze, przez co byłem dość sfrustrowany, lecz gdy nam się uda mamy ogromną satysfakcję.
Grafika nie różni się wiele od poprzedniej części, lecz nie oznacza, że jest zła. Jej unikalność daje długowieczność. Jest jak stare piosenki rockowe – nie starzeje się. Dialogi również są bardzo dobre, a dubbing (mimo zmiany dwóch istotnych aktorów) to po prostu dzieło sztuki. Rachel Amber roztapia moje zlodowaciałe serce, a Chloe ponownie urzeka nastoletnim buntem, mimo iż nie wciela się w nią ta sama aktorka co wcześniej. Ponownie odnajduje w niej cząstkę młodego mnie, który niejeden raz miał dość wszystkiego, a szkoła dawała mu w kość. Wszak również byłem kiedyś nastoletnim buntownikiem, lecz w moich słuchawkach gościł heavy metal, a nie punk rock (tu dałem upust swoim emocjom w innym artykule). Mechanika nie różni się wiele od poprzedniczki, poza tym, że nie możemy cofać czasu. Fajnym i estetycznym aspektem jest to, że możemy zmieniać stroje.
Life is Strange: Before the Storm to dobry tytuł. Niestety tylko dobry. Do pewnego stopnia ciekawie uzupełnia pierwszą część, lecz całościowo pozostaje lekki niedosyt. Mógłbym rzec, że chciałoby się więcej. Wymagający gracze, którzy chcieli poznać bliżej Rachel doświadczą lekkiego zawodu, gdyż w porównaniu do tego co mówiono nam w podstawce, nie jest tak smacznie jakby się wydawało. To taki kotlet schabowy z wesela kuzynki. Niby smaczny, ale nie taki jak od babci. Mimo to zajadasz go ze smakiem, bo nie jadłeś nic cały dzień. Nawet po latach, jest to pozycja tylko dla zapalonych fanów.
PS. Liczę, że w końcu jakieś HBO zajmie się wersją serialową. Ta gra ma zbyt wielki potencjał na serial, by go zmarnować.