Grand Theft Auto: Vice City definitywnie najlepszą odsłoną?

Serii Grand Theft Auto nie trzeba raczej nikomu przedstawiać. Do dziś gry Rockstar Games są uważane za najlepsze sandboxy w historii. Wielu graczy uważa, że najlepszą odsłoną serii jest San Andreas oraz “najnowsza” piątka. Co jednak było przed tymi dwoma tytułami? Upalne Miami, narkotyki i lata 80.

Wprowadzimy dziś na naszą stronę pewien wehikuł czasu, który przeniesie nas zarówno do 2003 roku, a także do 1986. Wyobraźmy sobie, że jest 2003, środek nocy, a my odpalamy Grand Theft Auto: Vice City. Gra ta opowiadała historię Tommy’ego Vercettiego, który poprzez pewne wydarzenie musiał odsiedzieć 15 lat więzienia. Gdy już wychodzi na wolność, musi jakoś wrócić do świata, więc pragnie dokonać transakcji narkotykowej, która niestety nie dochodzi do skutku (kto by się spodziewał?). Zmuszony jest zatem do oddania kilku tysięcy dolarów. Zdobyć kasę pomaga mu jego przyjaciel, Ken Rosenberg oraz kilku innych przyjemniaczków, których poznamy w trakcie gry.

Grand Theft Auto Vice City

fot. Materiały prasowe

Na początku były… zapowiedzi.

Gdy w 2001 roku premierę miało przełomowe GTA III, fani byli w szoku. “Trójka” to pierwsza odsłona w 3D, która pozwalała nam na absolutną swobodę, a także przez wcześniej wspomniane 3D, mogliśmy wczuć się lepiej w postać Claude’a Speeda. Odsłona ta, swego czasu, była najlepiej sprzedającą się grą na konsole PlayStatnion 2. Jednak krótko po premierze pojawiły się plotki na temat kontynuacji. Podróżując po ponurym Liberty City, mogliśmy trafić na bilbord, który mówił “See you in Miami”, co było zapowiedzią nadchodzącego Vice City. Co ciekawe, nazwa miasta pojawiła się już w innej grze studia Rockstar, a konkretnie w GTA 1. Z czasem Rockstar postanowił uruchomić stronę o nazwie Kent Paul’s 80’s Nostalgia Zone!, która dostarczała nam pierwsze screeny z gry. Był to istny blog prowadzony przez jedną z postaci, Kenta Paula. Mogliśmy tam przeczytać róże informacje na temat Vice City, lecz nie były to suche informacja, a wizja świata z oczu wcześniej wspomnianej postaci. 27 października 2002 roku gracze konsolowi mogli cieszyć się niesamowitą podróżą do słonecznego Vice City z lat 80.

Zobacz również: Just Dance 2022 – recenzja gry. Gdzie się podziały moje kalorie?

I’m Tony Monta… Tommy Vercetti.

Fabuła gry jest niesamowicie przyjemna, gdyż bez trudu potrafi wciągnąć na cały dzień. Każda misja łączy się ze sobą niczym puzzle. Fani kina gangsterskiego, a także mocnej akcji, odnajdą się tutaj niczym ryba w wodzie. Podczas rozgrywki będziemy mieli zatargi z kubańskimi oraz haitańskimi gangsterami, bossami mafijnymi czy też zaczniemy budować własne imperium. Twórcy, podczas pisania scenariusza inspirowali się takimi produkcjami jak Miami Vice czy kultowym Człowiekiem z blizną. Co ciekawe, można powiedzieć, że finałowa misja jest odwzorowaniem ostatniego aktu z filmu z Alem Pacino w roli głównej. Wielu krytyków uważa GTA San Andreas za lepszą odsłonę pod względem fabularnym, natomiast to właśnie Vice City pokazuje nam bardziej egzotyczną stronę działania gangsterskiego świata, aniżeli uliczne SA.

Podróż do przeszłości

Kolejnym aspektem gry, jest niesamowity klimat lat 80. Jak wspomniałem wcześniej, możemy zauważyć mocną inspirację takimi filmami jak Człowiek z blizną czy Miami Vice. Główny motyw muzyczny z tej drugiej produkcji znajduje się w soundtracku gry. Podczas słuchania jednej ze stacji radiowych możemy usłyszeć niesamowity, instrumentalny utwór Jana Hammera, pod tytułem Crockett’s Theme. Wielu graczy uważa, że to właśnie ta odsłona ma najlepszą ścieżkę dźwiękową z całej serii. Mamy tutaj ogromny przeplot gatunkowy z najlepszego okresu heavy metalu czy popu. Odnajdziemy utwory takich artystów jak Iron Maiden, Anthrax, Slayer czy Judas Priest. Fani lżejszego brzmienia mogą zasłuchiwać się w piosenkach Michaela Jacksona, Run DMC czy też Toto z ich kultowym Africa. Dbałość o NPC-ów też jest na bardzo wysokim poziomie. Mimo że dziś brzmi to komicznie, to na tamte czasy odwzorowanie przechodniów było staranne oraz dokładne. Przechadzając się ulicami słonecznego Vice City, możemy napotkać metalowców w skórzanych kurtkach z ćwiekami, półnagie dziewczyny przechadzające się po plaży ze słuchawkami podłączonymi do walkmana, a także graczy golfa z wyższych sfer. Niestety, zarówno wydanie Definitive Editon czy steamowe wersje nie posiadają oryginalnego soundtracku. Musimy odszukać wśród swoich zbiorów płytę z oryginalną wersją gry lub upolować ją z drugiej ręki.

fot. materiały prasowe

Zobacz również: Grand Theft Auto: The Trilogy The Definitive Edition – recenzja gry. A miało być tak pięknie…

Czy wszystko płynie miodem i mlekiem? Kto zabił Laurę Palmer?

Mimo iż gra w porównaniu do następnych części jest nieco ograniczona, nie przeszkadza to w dobrej zabawie. Niestety, wiele osób uważa ją za gorszą odsłonę od następnej części. Nie doznamy tutaj takiej personalizacji swych strojów, nie zmienimy fryzury, ani nie dodamy tatuaży. Nie możemy chodzić na randki, ani też pływać. Pamiętajmy jednak, że nie mamy przed sobą Simsów lecz grę, która skupia się na historii gangstera. Dodatkowo nie odchodzi ona tak abstrakcyjnie jak San Andreas. Warto wspomnieć też, że nie mamy tak ogromnej ilości błędów co w następnej odsłonie. Jednakowoż miasto jest wiele mniejsze aniżeli ogromny stan San Andreas. Nie zmienia to faktu, że wiele tajemnic mamy jeszcze nieodkrytych. Słynny Apartament 3C, Wielkanocne Jajko czekoladowe czy sklep z ludzkimi organami to jedna z wielu tajemnic, które napotkamy w tej niesamowitej odsłonie.

kadr z gry Grand Theft Auto: Vice City

Na chwile obecną możemy pogrywać w Grand Theft Auto: The Trilogy The Definitive Edition, które jest zestawem trzech gier z uniwersum 3D. Niestety, nie jest to tak dobra odsłona, jak oryginalne wersje. Moim zdaniem najlepiej odświeżyć klasyczną wersje, gdyż tak jak mówiłem – mamy lepszy soundtrack, a także poczujemy ten powiew nostalgii poprzez niesamowity klimat, który towarzyszył nam w naszych młodzieńczych latach. Dodatkowo gra posiada masę modyfikacji stworzonych przez innych graczy, dzięki czemu możemy odkryć ją na nowo.


Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Redaktor prowadzący dział Newsy

Geek i audiofil. Magister z dziennikarstwa. Naczelny fan X-Men i Elizabeth Olsen. Ogląda w kółko Marvela i stare filmy. Do tego dużo marudzi i słucha muzyki z lat 80.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?