Strażnicy Galaktyki tom 3 – Nieskończoność – recenzja komiksu
W ramach komiksów wydawanych w serii Marvel Now możemy obecnie śledzić większy event, jakim była Nieskończoność. Jak to zwykle w Marvelu czy w DC bywa, spektakularne wydarzenia, które w założeniu mają wstrząsnąć całym uniwersum, rozgrywają się na łamach kilku osobnych tytułów. Inwazja Budowniczych oraz przybycie potężnego Thanosa na Ziemię odbiły się echem również na kilku wydawanych w Polsce przez Egmont seriach, a jedną z nich są właśnie Strażnicy Galaktyki. W trzecim albumie ich przygód zobaczymy, jaką role Peter Quill i Spółka odegrali w Nieskończoności.
Trzeci wydany w Polsce tom to taki składak: jeśli spojrzymy na listę wydań zagranicznych, w ogóle nie znajdziemy takiej pozycji. Egmont zdecydował się zmienić zawartość drugiego i trzeciego tomu, aby uzyskać ciągłość wydawanej historii, ale jednocześnie mieć co wypuścić na rynek bliżej premiery głównego eventu, jakim jest wydana w październiku Nieskończoność.
Jak historia zawarta w zebranych tu zeszytach łączy się z Nieskończonością? Kiedy gwiezdna armada Thanosa atakuje Ziemię, bohaterowie będą musieli dołączyć do walki i uwolnić pewną cenną zakładniczkę ze stacji Szczyt. Wspomoże ich w tym waleczna Angela, którą poznaliśmy w poprzednim tomie. W efekcie dostaniemy prostą naparzankę, w której nie zabraknie wybuchów i laserów, ale same wydarzenia z głównego eventu nie zostaną jakoś wyjątkowo rozwinięte czy uszczegółowione. Powstaje zatem pytanie, czy właśnie tego się spodziewaliście?
Aby nie wprowadzić na rynek zbyt krótkiego tomu, zdecydowano się dorzucić na koniec dwie historie dodatkowe. Pierwsza z nich jest komiczna i w miarę satysfakcjonująca: Gamora trafia na Ziemię i w wyniku pomyłki zostaje wzięta za… She-Hulk! Jak wiemy, obie panie mają zieloną skórę i są skore do bitki, więc przyczyny zamieszania nietrudno zrozumieć. Jeśli ktoś lubi postać Jennifer Walters (a osobiście ją uwielbiam), przy wspólnej przygodzie obu pań będzie się dobrze bawił.
Nieco gorzej wypada ostatni segment, opisujący wyprawę ulubieńców publiczności: Groota i Rocket Raccoona po tajemniczy skarb. Chociaż „opisująca” to może za duże słowo: przewrotnie narratorem został tu właśnie Groot, a wszyscy doskonale znamy jego oratorskie umiejętności, podobne do tych, którymi włada Hodor z Gry o tron. Jeśli więc skupiacie się głównie na warstwie tekstowej, przelecicie przez tę opowieść w dwie minuty. Dla własnego dobra i wydłużenia czasu lektury sugeruję bardzo dokładnie studiować ilustracje Jake’a Parkera i Scottiego Younga.
Za rysunki w zeszytach stanowiących tie-in Nieskończoności odpowiada natomiast Francesco Francavilla, którego próbkę talentu mogliśmy już podziwiać w tomie Angela. Wiąże się to ze zmianą stylu graficznego względem początku tego runu na nieco gorszy i mniej szczegółowy, co widać szczególnie po twarzach bohaterów. Nieco lepiej artyście wychodzi ukazanie akcji, a tej w tym tomie nie brakuje. Można stwierdzić, że jest nią wręcz przeładowany. Cały album, chociaż bardzo krótki (zaledwie 108 stron) i tak podzielony jest na trzy oddzielne opowieści, całość wypada więc po prostu przeciętnie. Dla fanów Strażników Galaktyki będzie to pozycja obowiązkowa, pozostali niewiele stracą, jeśli jej nie przeczytają.
Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Francesco Francavilla, Kevin Maguire
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawca: Egmont 2016
Liczba stron: 108
Ocena: 60/100