Gdyby stworzono ranking najciekawszych robotycznych czarnych charakterów, Ultron z pewnością by się w nim znalazł i to na dość wysokiej pozycji. Postać stworzona przez Raya Thomasa oraz Johna Buscemę zadebiutowała w 1968 roku w zeszycie „Avengers #54” i gościła na kartach komiksów Marvela przez kolejne dziesięciolecia, uprzykrzając życie kolejnym superbohaterom. Został również czołowym antagonistą w filmie „Avengers: Czas Ultrona” (reż. Joss Whedon), który trafił do kin w maju 2015 roku i zarobił prawie 1,5 mld dolarów w kinach na całym świecie. Zaskakujący jest więc fakt, że pomimo tak dużej popularności, ostatnie jak dotąd pojawienie się Ultrona na kartach komiksu jest zaskakująco skromne, a on sam występuje w nim głównie w samym tytule…
Pierwszoplanowe role zostały przypisane dwóm postaciom: Wolverine’owi oraz Sue Storm. Cóż za paradoks, biorąc pod uwagę fakt, że Marvel Studios w „Czasie Ultrona” starało się za wszelką cenę odseparować od wszystkich postaci, do których prawa posiada 20th Century Fox. Tutaj jednak oboje zostają bezproblemowo wprowadzeni do opowiadanej historii. Na czym jednak jest ona skupiona? Ultron zostaje przypadkiem „przebudzony” przez grupkę czarnych charakterów, po raz kolejny próbujących osiągnąć swoje nikczemne cele. Drużynie bohaterów nie udaje się schwytać robota, który wydostaje się na wolność i…niszczy świat. No dobra, niezupełnie: w pogrążonym w chaosie i destrukcji Nowym Jorku, kilkoro superbohaterów decyduje się na cofnięcie się w czasie i całkowite wymazanie Ultrona z historii. Pragną tego dokonać bez wyrządzania krzywdy Hankowi Pymowi, odpowiedzialnemu za stworzenie złowrogiej maszyny wiele lat wcześniej. Zaraz za nimi, wraz z panią Storm w podróż wyrusza również Rosomak, który, jak wiemy, stosuje bardziej…radykalne metody. Opowieść przedstawioną w „Erze Ultrona” można by więc z powodzeniem przyporządkować do serii typu „What if”. Zamiast walki z tytułowym złoczyńcą, oglądamy bowiem kolejne wersje alternatywnych rzeczywistości, powstałych w wyniku próby zmiany biegu historii przez Wolveriene’a. Jak wyglądałby świat, gdyby zabrakło na nim Hanka Pyma? Jaki tragiczny los spotkałby Tony’ego Starka? I jak zareagowałby sam Wolverine, gdyby poznał skutki swoich działań?
Mimo pozornie zagmatwanej i naciąganej fabuły, scenarzystom udało się utrzymać wszystko w spójnej całości. Niespójności fabularne rzadko dają się we znaki, dzięki czemu całość jest logiczna i nieskomplikowana. To bardzo prosta, aczkolwiek przyjemna i angażująca historia. Wydarzenia rozwijają się szybko i dynamicznie, bez zbędnych dłużyzn, a rysunki autorstwa m.in Bryana Hitcha, Alexa Maleeva oraz Toma Palmera umilają stopniowe zagłębianie się w zdewastowany świat Marvela.
„Era Ultrona” z całą pewnością nie należy do arcydzieł wydawniczych Marvel Comics. To miła i przyjemna historia, która jednak mogłaby aspirować do czegoś o wiele większego i ambitniejszego. Może pomogłaby tu bardziej odczuwalna obecność tytułowego antagonisty, który na kartach komiksu zagościł jedynie na krótką chwilę? A może wystarczyłoby skupić się na większej liczbie bohaterów, nie zrzucając prawie całej historii na barki Wolverine’a i Sue Storm? Kilka elementów należałoby poprawić, ale mimo to, „Era Ultrona” pozostaje jedną z najciekawszych pozycji, dostępnych obecnie na naszym rynku. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy, który po otwartym zakończeniu mam nadzieję ujrzeć.
Tytuł oryginalny: „Age of Ultron”
Scenariusz: Brian Michael Bendis
Rysunki: Bryan Hitch/ Brandon Peterson/ Carlos Pacheco
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Egmont 2016
Stron: 288
Ocena: 70/100
Zobacz także: Recenzja – „The Punisher: Born”
Ilustracja wprowadzenia: „Era Ultrona”, Egmont 2016