Wyrzutek
The Walking Dead to jeden z najpopularniejszych i najchętniej oglądanych seriali ostatnich lat. Choć doczekał się już sześciu sezonów, twórcy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa i z dumą kontynuują swoją apokaliptyczną historię. Ta zaś powstała na podstawie czarno-białego komiksu autorstwa Roberta Kirkmana, który to również odpowiada za serial kanału AMC. Nic więc dziwnego, że kolejna duża stacja postanowiła sięgnąć po twórczość pana Kirkmana i stworzyć na jej podstawie kolejny serial. Czy i tym razem opowieść okaże się niezaprzeczalnym sukcesem?
Z takimi obwieszczeniami radziłbym na razie zaczekać, ale kto wie? Może kiedyś w istocie tak się stanie. Jednak na razie serialowi daleko do fenomenu The Walking Dead. Produkcja stacji Cinemax we współpracy z Fox powstała na podstawie – jakżeby inaczej – komiksu stworzonego przez nikogo innego jak Roberta Kirkmana. Outcast w wydaniu papierowym po raz pierwszy pojawił się w 2014, a więc stosunkowo niedawno. Jednakże scenariusz serialu został stworzony jeszcze przed premierą pierwszego egzemplarzu komiksu. Produkcja serii rozpoczęła się w 2015 roku, by mieć swoją światową premierę rok później. Teraz, będąc już po premierze pierwszej serii, nie sposób powstrzymać się od wypowiedzenia słów, że Outcast: Opętanie najzwyczajniej w świecie zawiódł.
Serial skupia się na burzliwych losach Kyle’a Barnesa, który od wielu lat zmaga się tajemniczymi siłami, za wszelką cenę chcące go skrzywdzić. Nasz bohater nie wie, co jest tego przyczyną, a z obawy przed skrzywdzeniem innych postanawia osunąć się w cień. Niestety nie dane mu będzie wieść spokojne życie wyrzutka, albowiem zło nigdy nie śpi i ponownie atakuje mieszkańców miasteczka Rome. Czy nasz bohater da radę odpędzić demony i odzyskać normalne życie? Dokładnie tyle wystarczyło, aby zaintrygować nas tym serialem. Tajemnica, mroczne siły i wyraziste postacie. Taki właśnie jest pierwszy odcinek stanowiący idealne wprowadzenie do serialu. Ukazuje nam przeszłość głównego bohatera oraz koncentruje się na jego obecnych poczynaniach. Przedstawiono nam również znaczną część obsady oraz zapoznano nas z wątkiem głównym, na którym będzie koncentrować się seria. A wszystko to zaprezentowano z niezwykłą lekkością i gracją. Nie zabrakło również odrobiny mroku oraz grozy, które tylko zaostrzyły apetyt na serial. Pod wieloma względami pilot mnie niesłychanie zaskoczył, przez co z wielką chęcią sięgnąłem po kolejne epizody. Niestety wraz z końcem pierwszego odcinka moje nadzieje na pełen mroku i grozy serial bezpowrotnie wyparowały. Obiecująco zapowiadająca się historia dosłownie z sekundy na sekundę zamieniła się w nieciekawą i rozwleczoną do granic możliwości opowieść, która nie ma prawie nic wspólnego z tym, co zaprezentowano nam na samym początku. Fabuła produkcji okazała się wolna i mało intrygująca, a potyczki naszej postaci walczącej z demonami zostały sprowadzone do praktycznie zera. Wątek główny zaprezentowany w pierwszym epizodzie bardzo szybko zszedł na dalszy plan, nie obiecując nam rychłego powrotu. W zamian za to otrzymaliśmy całą masę niepotrzebnych i nic nie wnoszących do historii wątków pobocznych, które niepotrzebnie zajmują czas ekranowy. Z kolei pierwszoplanowa intryga ukazuje nam się jedynie od czasu do czasu, aby przypomnieć nam, o czym tak właściwie jest ten serial, albowiem poprzez natłok innych wątków łatwo można o tym zapomnieć. Owe przebłyski niestety nie są w stanie dostatecznie nas zaintrygować, abyśmy bez problemu mogli sięgnąć po dalsze odcinki. Wydarzenia ekranowe na przemian ciekawą oraz nudzą, przez co serial jest strasznie nierówny jeśli chodzi o narrację. Twórcy wielokrotnie zbywają nas tanimi sztuczkami od właściwej fabuły, dlatego też ciężko brać opowiadaną przez nich historię na serio. Brak im konsekwencji przy prowadzeniu opowieści – historia często sprawia wrażenie niedokończonej albo niedopowiedzianej, gdyż twórcy lubią nagle urwać opowiadany przez nich wątek. Serial ten jest również niekończącym się pasmem pytań bez odpowiedzi. Wykreowana w pierwszym epizodzie tajemnica jest na tyle intrygująca, że chcemy poznać wyjaśnienia na nurtujące nas pytania. Niestety twórcy po raz kolejny okazują się być na tyle bezczelni, że po zaserwowaniu nam kilku niekompletnych i wymijających odpowiedzi, znowu sypią nam kolejną garścią nowych pytań. Nie miałbym nic przeciwko serii, która wyjawia nam informacje na przynajmniej połowę nurtujących nas zagadnień, ponieważ druga część byłaby świetnym elementem napędowym produkcji. Niestety w Outcast: Opętanie twórcy wolą wszystkie tajemnice zachować dla siebie, co doprowadza serial do takiego absurdu, że nawet na samym końcu niewiele wiemy. Żeby tego było mało, od pewnego momentu serial przypomina raczej dramat obyczajowy, a nie serial grozy. Wydarzenia w większości koncentrują się na życiu, jak i trudnych wyborach bohaterów nie mających nic wspólnego z głównym wątkiem oraz mrocznymi mocami. Dopiero pod koniec serialu sytuacja ulega zmianie, ale to i tak nie jest żadne pocieszenie. Historia Kyle’a Barnesa schodzi na dalszy plan, a nam nie pozostaje nic innego, jak zadowolić się tym, co serwują nam na ekranie. Nie wiem, jak twórcy wyobrażali sobie stworzoną przez siebie historię, ale z pewnością nie tak, jak została ona nam ukazana, bowiem zawodzi pod każdym względem.
Aktorsko serial nie rozczarowuje i dostarcza nam ciekawych i dobrze zagranych bohaterów. Nasze postacie są niezwykle szczegółowo nakreślone, dzięki czemu ich obawy, leki oraz trudności prezentują się bardzo przekonująco. Oprócz tego nasi bohaterowie to silne osobowości, które pomimo wielu przeszkód są w stanie z nimi poradzić i zacząć od nowa. Na pierwszym planie mamy Patricka Fugota jako Kyle’a Barnesa, który od wielu lat jest nękany przez demony. Choć nasza postać z początku jest bardzo zagubiona, powoli odnajduje prawidłowość w swoich działaniach i stara się wszystko naprawić. Zaraz obok mamy Philipa Glenistera jako wielebnego Andersona – miejscowego księdza, który słynie z wypędzania demonów. Jednakże jego sylwetka jest dużo bardziej skomplikowana, co odsłaniają nam kolejne odcinki z jego udziałem. Czasem można wręcz odnieść wrażenie, że jest szalony, ale za jego intencjami kryje się dobro, które często daje się zmanipulować przez zazdrość. Na ekranie ukazano nam również skomplikowane życie Megan i Marka Holterów (Wrenn Schmidt i David Denman), którzy walczą z demonami przeszłości oraz swoimi własnymi błędami. Nie należy zapomnieć również o Allison Barnes (Kate Lyn Sheil) – żonie Kyle’a – oraz ich córce Amber (Madeleine McGraw). W serialu pojawiają się również: Reg E. Cathey jako komendant Giles, Melinda McGraw jako Patricia MacCready, Brent Spiner jako tajemniczy Sidney, Pete Burris jako Ogden i Debra Christofferson jako Kat Ogden.
Od strony technicznej serial również prezentuje się bardzo dobrze. Przede wszystkim mamy świetne efekty specjalne oraz ciekawe zdjęcia. Muzyka natomiast nie wyróżnia się niczym specjalnym, a klimat produkcji mógłby być bardziej mroczny. Na plus na pewno można zaliczyć scenografie oraz kostiumy.
Outcast: Opętanie odbił się głośnym echem w telewizji za sprawą bardzo rozbudowanej i długo trwającej kampanii promującej serię. Niestety to, co można było zobaczyć w zapowiedziach, nie przekłada się na to, co dostaliśmy w kompletnym sezonie pierwszym. Serial przede wszystkim zawodzi pod względem rozwlekłej i nieciekawej fabuły oraz podrzędnie potraktowanej pierwszoplanowej intrygi. Sposób prowadzenia opowieści pozostawia wiele do życzenia, a niekończące się pasmo pytań bez odpowiedzi niekorzystnie wpływa na odbiór produkcji. Jedyna nadzieja serii w dobrym aktorstwie, pełnokrwistych postaciach oraz dobrym wykończeniu. Niestety serialowi Roberta Kirkmana daleko do pełnej grozy i mroku produkcji, jaką nam obiecywano. Zbyt wiele rzeczy po prostu ze sobą nie współgra, tak więc nie ma co liczyć na dobrą produkcję. Choć końcówka pierwszej serii daje nadzieję, że może w końcu coś się w serialu ruszy, to jednak nie zmienia to faktu, że Outcast: Opętanie mocno rozczarowuje.
Ilustracja wprowadzenia: plakat – materiały prasowe