Jak wybrać laptop do pracy?
Laptop stał się podstawowym narzędziem pracy dla wielu osób. Korzystają z niego pracownicy biurowi, freelancerzy, programiści, analitycy czy osoby pracujące zdalnie.
Janes van Dyne zadebiutowała w 1963 roku w 44 zeszycie serii Tales to Astonish, który możecie przeczytać na końcu albumu Wasp – Małe światy. Została wtedy pomocnicą Henry’ego Pyma, ówczesnego Ant-Mana i przybrała pseudonim Wasp (Osa). Zdążyła się też zakochać w swoim partnerze na przestrzeni niecałych 20 stron, co pokazuje, że w czasach, kiedy Stan Lee i Jack Kirby tworzyli herosów mających stać się legendą, postacie kobiece nadal traktowano mocno po macoszemu. Niemniej jednak w pamiętnym debiucie Janet przywdziała kostium i postanowiła pomścić ojca zabitego przez obrzydliwego stwora z kosmosu.

To prowadzi nas prosto do opowieści Ala Ewinga, który po sześćdziesięciu latach napisał czterozeszytową opowieść nawiązującą bezpośrednio do tamtych wydarzeń. Jako że miniseria miała stanowić raczej symboliczny hołd na uczczenie sześćdziesięciolecia postaci, nie powinniście spodziewać się tutaj fajerwerków. Ot Janet i jej pasierbica Nadia (również działająca jako genialna superbohaterka o ksywce Wasp) zostają narażone na niebezpieczeństwo, kiedy stają się celem ataków złoczyńców z ich przeszłości.
Scenariusz Ala Ewinga jest niezwykle prostolinijny, nie oczekujcie więc tu opowieści, która na nowo zdefiniuje postać Wasp, czy chociażby rzuci na nią promyk nowego światła. Wasp – Małe światy niespecjalnie przybliży nam postać współzałożycielki Avengers, zaserwuje jedynie mrugnięcie okiem i całkiem udane nawiązanie do pewnego zeszytu sprzed sześciu dekad. To dobrze, że zdecydowano się wydać obie opowieści – klasyczną i współczesną – w tym jednym tomie. Nie dość, że bardziej docenimy to, co starał się napisać Ewing, ale też zobaczymy jak komiks ewoluował jako medium – z przegadanych, zalanych ścianą tekstu historyjek po dynamiczne, czasem nawet epickie (chociaż nie w tym przypadku) opowieści.

Wasp – Małe światy nie zapadnie nam w pamięć również ze względu na warstwę wizualną. Kasia Niemczyk (której gorąco kibicuję) coraz częściej pojawia się w najważniejszych seriach wydawanych przez Marvela, robi i na pewno jeszcze będzie robić karierę w strukturach amerykańskiego giganta. Tu mamy jednak typowy komiks środka, nieco zbyt bajkowy i za bardzo skąpany w żółci i zieleni, by zachwycić czy przerazić. A szkoda, bo pojawienie się potężnego, obrzydliwego stwora z kosmosu to była okazja, by trochę wizualnie poszarżować. Nieco lepiej udało się to włoskiej rysowniczce Caroli Borelli.

Wasp – Małe światy to przede wszystkim opowieść dla fanów tej postaci (są tu tacy?). Mamy parę fajnych scen akcji, ale to raczej spokojniejszy komiks nastawiony na dialogi i warstwę emocjonalną, a do tego bardzo krótki. Zabrakło mi chociaż jednego „wow”, które przykuło by mnie do lektury – którą przerwałem i po paru dniach zacząłem od nowa – co praktycznie nigdy mi się nie zdarza. Pomimo kilku niezaprzeczalnych plusów, w tym również udziału naszej rodaczki w projekcie, raczej nie będę wracał do tego komiksu zbyt często. A czy go polecam? No, powiedzmy, że nie odradzam…

Tytuł oryginalny: Wasp – Small Worlds
Scenariusz: Al Ewing, Stan Lee
Rysunki: Kasia Nie (Katarzyna Niemczyk), Carola Borelli, Jack Kirby
Tłumaczenie: Nika Sztorc
Wydawca: Egmont 2024
Liczba stron: 112
Ocena: 50/100
Laptop stał się podstawowym narzędziem pracy dla wielu osób. Korzystają z niego pracownicy biurowi, freelancerzy, programiści, analitycy czy osoby pracujące zdalnie.