Spróbujmy krótko scharakteryzować ich sylwetki. Kathleen Parker to dama, żona londyńskiego lekarza, teoretycznie więc powinno być jej najłatwiej. Kiedy jednak jej mąż ginie podczas podróży karawaną, kobieta staje się łatwym celem złodziei i krwiożerczych Indian. W obronie własnej Kathleen zabija jednego z nich. Pech zechce, że na jej drodze stanie potem jego siostra – świetnie władająca łukiem czerwonoskóra wojowniczka imieniem Chumani.
Kiedy panie wpadają na siebie w lesie, znajdują uwiezioną w klatce czarnoskórą czternastolatkę Abigail. Bita i wykorzystywana seksualnie dziewczyna skutecznie wyjątkowo skutecznie broniła się przed swoimi oprawcami, w wyniku czego została uwięziona i aktualnie jest poszukiwana przez łowców głów. Kathleen i Chumani, szukając pomocy w otwarciu klatki, trafiają na Daisy McCormick, starszą babkę, której nieobcy jest twardy męski świat i która nie da sobie w kaszę dmuchać. Nie trzeba długo czekać, aż dołączy do nich jeszcze Cassie Coltrane, która mogłaby uchodzić w tamtych czasach za kogoś w rodzaju luksusowej prostytutki.
Tak prezentuje się pełna obsada Ladies with Guns tom 1, historii, którą z powodzeniem na wielki ekran mógłby przenieść Quentin Tarantino i wyszłoby coś w rodzaju kobiecych Inglorious Bastards na Dzikim Zachodzie, z całą swoją przerysowaną przemocą. Z początku bardzo przeszkadzał mi czarno-biały podział na złych, brutalnych, dzikich i prostackich facetów oraz pokrzywdzone, dzielne, wspierające się panie. I nie bez powodu, bo Olivier Bocquet (Frnck, Snowpiercer) przedstawia póki co ten „konflikt płci” jednowymiarowo i płasko. Jednak już sama siermiężna stereotypowość bohaterek stanowi dowód, że mamy tu do czynienia z produktem czysto rozrywkowym, przyjmującym pewną konwencję i mającym w jej ramach się poruszać. Z takim założeniem zaczniemy dostrzegać zalety tego komiksu.
A są one niewątpliwe, bo chociaż archetypiczne postacie mogą dzisiaj wydawać się niewystarczające, to Bocquet zadbał o to, by bohaterki były wyraziste, charakterne i żeby chciało się im kibicować na każdym kroku, a francuska rysowniczka Anlor na każdym kroku stara się, by akcja była dynamiczna, a postacie wyjątkowo ekspresyjne. Szybko przestajemy zauważać prostotę fabuły, a zaczynamy zwracać uwagę na to, jak postacie oddziałują na siebie wzajemnie i jak rozwijają się ich relacje, chociaż w Ladies with Guns tom 1 dostajemy tego ledwie zalążek.
Moim zdaniem największym problemem serii jest rwana narracja, gdzie flashbacki z przeszłości potrafią wystąpić bez żadnej zapowiedzi ze strony na stronę, a czasem nawet z kadru na kadr. Wybija to z rytmu i negatywnie wpływa na czytelność, przez co nieco utrudnia lekturę, chociaż po chwili idzie się przyzwyczaić. Historia rozwija się jednak w odpowiednim tempie, miejscami szybko przechodząc w prawdziwą masakrę, więc na nudę nie możemy narzekać.
Trudno ocenić Ladies with Guns po ledwo jednym tomie, bo z tego miejsca opowieść może się rozwinąć zarówno w świetnym kierunku, jak i okazać się kompletnym kapiszonem. Na razie jesteśmy na etapie ekspozycji postaci i zbierania drużyny, a relacja dopiero się zarysowuje i ledwo zaognia. Po tej serii raczej nie można raczej oczekiwać głębokich relacji, przemożnych konfliktów czy zapadających w pamięć momentów. Mamy za to niezłe dialogi i sceny akcji – to Wasza decyzja, czy Wam to wystarczy. Non Stop Comics wybrał dla komiksu większy, europejski format, przez co obcowanie z kadrami sprawia sporo przyjemności. Szkoda, że tak krótkiej, bo przy 64 stronach z otwartymi ramionami przywitałbym raczej zbierający całą serię integral.
Tytuł oryginalny: Ladies with Guns 1
Scenariusz: Olivier Bocquet
Rysunki: Anlor
Tłumaczenie: Jakub Syty
Wydawca: Non Stop Comics 2023
Liczba stron: 64
Ocena: 70/100