Serce nie sługa – recenzja mocnego kandydata na najgorszy film roku!

Tęskniłem za tą naszą rodzimą komedią romantyczną. Ostatni odcinek uniwersum białego plakatu to bodaj (jeśli czegoś nie pominąłem) Kobieta sukcesu z marca, więc mamy mniej więcej pół roku posuchy. Długi czas, podczas którego nie miałem jak zaspokoić apetytu mojego wewnętrznego masochisty. Niby minął, ale nie do końca. Mamy październik i mamy Serce nie sługa, wychodzące w trudnym dla innych tytułów okresie, w którym wszyscy Polacy oglądają jeszcze Kler. Może to i dobrze, jest to bowiem zawsze nieco mniejsza ilość ludzi, doświadczająca tej wielopoziomowej kompromitacji. Nowa produkcja sygnowana logiem Polsatu to film, któremu nawet mój wspomniany wewnętrzny masochista powiedział stop. A teraz chce jak najszybciej wygonić go z mej głowy. Wulgarnie i na kopach.

Zobacz również: Kobieta sukcesu – recenzja komedii romantycznej na Dzień Kobiet

Zanim jednak zacznę kopać leżącego (bo jest za co i potrzeba małej rozgrzewki), opowiem, co mi się tutaj podobało. Są to dwa aspekty, więc każdego, który widzi ocenę w rubryczce, nieco to pewnie zdziwi. Naoglądałem się już w tych wszystkich komromach stołecznej starówki i innych kadrów jak z pocztówek Warszawy, więc miłą odmianą jest fakt, że tutaj zaserwowano nam trójmiasto. Chatki naszych wyciętych z papieru ludzi mają widok na morze, w dodatku zwiedzamy wraz z nimi piękną Gdynię czy Gdańsk. I dobrze robi taka odmiana.

Serce nie sługa

fot. Robert Pałka

W pierwszej scenie tego filmu Roma Gąsiorowska robi swojej córce kanapkę. Uśmiecha się do niej, mówi jakieś słodkie rzeczy, a następnie maluje na serze żółtym uśmieszek z ketchupu. I wiecie co? Ten ketchup cały czas jest w kadrze w całkiem bliskim planie, przez co każdy może zauważyć mały znaczący szczegół. Tak, nie ma on etykiety. Nie jest ani Pudliszek, ani Kotlina, ani nikogo innego. Podczas reszty seansu product placement nie rzucił mi się w oczy bodaj ani razu. W końcu ktoś nie zrobił filmu dla zareklamowania produktów! Od razu jednak nasuwa się pytanie: Zatem po co?

Zobacz również: 7 uczuć – recenzja nowego filmu Marka Koterskiego z festiwalu w Gdyni!

Całą fabułę ten dziwny potworek opiera na idiotycznym punkcie wyjścia. Mamy przyjacielską relację damsko-męską Darii i Filipa. On jest kobieciarzem, za którym do łóżka pobiegło już całe Trójmiasto. Ona natomiast samotną dziewczyną, będącą jego najlepszą kumpelą. I w sumie to już prawie Wam ten film streściłem, bo reszty nie trzeba opowiadać. Wiadomo, co się stanie, jednak warto zwrócić uwagę, jak bardzo losowo się to dzieje. Jest moment, w którym nasz bohater stwierdza, że w sumie czemu nie zrobić swojej przyjaciółce dziecka, potem taki, w którym ona go wyśmiewa, następnie stwierdzenie że jednak się kochają i od nowa jeszcze raz. Wszystkie te genialne pomysły wpadają oczywiście ot tak. Scenariusz stwierdza to bez względu na ekranowe wydarzenia. O dalszym planie nie będę nawet mówił. Na nim też wszystko działa na podobnej zasadzie.

Serce nie sługa

fot. Robert Pałka

Cały ten scenariusz nie ma najmniejszego sensu bardziej niż zawsze, jednak nikt nawet nie wysila się na jakiekolwiek obniżenie poziomu powagi ekranowych sytuacji. Sporo idiotycznych scen ma poważną muzykę i smutne miny aktorów, mówiące nam niezgrabnie, że to wszystko na serio. Nie myślę jednak, żeby ktokolwiek z oglądających choćby na chwilę tak pomyślał. Najbardziej szkoda tych wszystkich aktorów, bo przecież są tu, oprócz Domagały i Gąsiorowskiej m.in. Szyc, Głowacki, Sabat, Globisz czy Stelmaszyk. Wszystkich ma się ochotę zapytać po seansie, dlaczego nam to robią. Przede wszystkim jednak, dlaczego robią to sobie.

Zobacz również: Planeta Singli 2 – pierwszy zwiastun! Największy hit tego roku w polskich kinach?

Do tej pory brzmi jak komedia romantyczna trochę poniżej średniej, jednak na tym się nie kończy. Serce nie sługa wzbudziło we mnie bowiem autentyczną złość i zażenowanie. Wszystko przez to, że po tym festiwalu nieudolnego scenariopisarstwa na koniec nasz film stwierdza, że jednak ma coś do powiedzenia. Wjeżdża dramat, jednak umotywowany tak głupio, tak niepasujący do całej reszty filmu, że aż zaniżający jego i tak słabą ocenę do samego dna. Nie pamiętam, żebym tak bardzo chciał śmiać się z tak w teorii dramatycznych obrazków. Naprawdę, po zakończeniu tego dzieła twórcy powinni ustać przed lustrem i streścić to, co przed chwilą nakręcili. Wtedy może znalazłby się ktoś, kto nie wypuściłby takiej katastrofy na ekrany. A przy okazji uchronił przed nią widzów.

Serce nie sługa

fot. Robert Pałka

Dawno jak nie nigdy nie było w polskich kinach komedii romantycznej, której oglądania tak stanowczo bym odradzał. Serce nie sługa to nie film, na którego seansie potrzebne będą chusteczki. To film, który trzeba zapić alkoholem. Bardzo dużą ilością alkoholu. Zdrowie biednych widzów.

ilustracja wprowadzenia: Robert Pałka

Redaktor prowadzący działu recenzji filmowych

Od 2015 w Movies Room, od 2018 odpowiedzialny za działalność działu recenzji filmowych. Uwielbia Wesele Smarzowskiego, animacje Pixara i Breaking Bad. A, no i zawsze kiedy warto, broni polskiego kina.

Kontakt pod [email protected]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Asia pisze:

Wiadomo ten film to nie żadne mistrzostwo świata ale wydaje mi się że spada na niego troche za dużo krytyki. Ja jestem przede wszystkim pozytywnie zaskoczona bo spodziewałam się dość cukierkowej komedii romantycznej po zwiastunach a okazało się że film próbuje przekazać coś głębszego i po wyjściu z kina jeszcze długo siedział mi w głowie. Poza tym rola Domagały była bardzo dobra. Dobra też byłą muzyka i wspomniany setting filmu w Gdyni.

Natalia pisze:

Jestem kobietą, mam inny punkt widzenia. Mam też pewne pragnienia, które zostały ukazane w tym filmie. I stwierdzam, że film mi się bardzo podobał. Jedyne co mi się nie podobało, to Domagała, który wyrywa wszystkie laski. Po prostu nie mój typ. A product placement jak dla mnie tam był: muzyka. Pozdrawiam!

Marta pisze:

Pretendent do najgorszego filmu?WIELKIE ROZCZAROWANIE.

Zarejestruj się, jeśli nie masz konta Nie pamiętasz hasła?