Polar opowiada o zabójcy z wdzięcznym pseudonimem Czarny Kaiser, któremu zostały ostatnie tygodnie przed przejściem na zasłużoną emeryturę. Jego przełożony ma jednak inne plany, potrzebując pieniędzy, które nasz bohater dostał w ramach odprawy. Rozpoczyna się krwawa walka o życie.
W zasadzie już po pierwszej scenie można z grubsza poczuć, z czym mamy do czynienia. Kiczowaty zamach zabójców-młodych wilków na starzejącego się agenta przy willowym basenie. I podobnie jest przez większość czasu. Polar to szybki, kolorowy, efekciarski, epatujący przemocą i seksem, obowiązkowo starający się nawiązać stylistyką do komiksowego rodowodu film. Wykonany z większym smakiem i wyczuciem, mógłby być ciekawym pastiszem kina akcji. Jednak to, co oglądamy, nie nadaje się nawet na miano drugoligowego Johna Wicka. Nie bez powodu przywołałem tutaj produkcję z Keanu Reeve’sem. Polar co rusz stara się przywoływać ten obraz czy jakieś inne kultowe produkcje spod znaku strzelanin. Niestety, czego by nie zrobili Akerlund i spółka, efekt jest w najlepszym razie nijaki, w najgorszym – chaotyczny i irytujący. Nie ma tu żadnego wyczucia, wyważenia czasu pomiędzy akcją – która rości sobie pretensję do stylowej – a nudnymi okresami „pomiędzy”, kiedy scenarzysta żałośnie próbuje wyżebrać stworzenie jakiegoś klimatu tudzież backstory którejś postaci.
Jedynym naprawdę w pełni dobrym wyborem było obsadzenie Madsa Mikkelsena w głównej roli. Jednak coś, co miało być bodaj największym atutem produkcji, stało się dowodem na to, że nawet najwybitniejszy aktor niewiele zrobi, gdy napisze mu się dialogi, przy których riposty w co niektórych filmach Patryka Vegi są błyskotliwe niczym w Pulp Fiction. Mikkelsen błąka się po kolejnych scenach, jakby szukając w nich sensu. Tak samo zupełnie niepotrzebna dla fabuły Katheryn Winnick i Vanessa Hudgens (postać tej ostatniej pasuje do całości niczym Nicolas Cage do roli prezydenta USA, a wyjaśnienie jej genezy w finale jest jeszcze gorsze). Wokół kręcą się zabójcy (oczywiście znowu pachnie tutaj Wickiem) z tak rozbuchaną charakterystyką, jakby urwali się z karnawału, będąc przy tym bezosobowymi pionkami. Ale nawet za nimi zatęsknimy przy scenach z głównym przeciwnikiem Kaisera. Niejaki Blut miał być chyba prześmiewczą wersją typowego szefa tego rodzaju organizacji. Niestety, Akerlund i spółka zwyczajowo robią to z subtelnością porównywalną do uruchomionego na środku biblioteki młota pneumatycznego. Wskutek tego otrzymujemy niesamowicie obleśnego, denerwującego dyletanta o słusznej tuszy, który na każdym kroku uwypukla swoje przywary.
Przyznam, że nie miałem zbyt wielkich oczekiwań wobec tej produkcji, licząc na porządne dziełko rzemieślnicze. Polar okazał się partacką robotą, która topornym nawiązywaniem do pokrewnego kina czy nadmiarem brutalnych i wulgarnych scen próbuje wynagrodzić kompletny brak spójnej koncepcji. Gdyby chociaż twórcy już zupełnie odpuścili poważny ton, obracając całość w żart, koncept może częściowo by się uratował. Nawet najwięksi fani Mikkelsena mogą tego nie wytrzymać.
Ilustracja wprowadzenia: Netflix
Twoja opinia jest gowno warta film dobry 5/10
Moim zdaniem jest to dobry film … polecam … daleko mu do Johna Wicka Ale ta akcja w korytarzu kiedy idzie pół nagi rewelacja … świetny aktor !