Deprecated: Constant FILTER_SANITIZE_STRING is deprecated in /home/moviesroom/domains/new.moviesroom.pl/public_html/wp-content/plugins/wpseo-news/classes/meta-box.php on line 59
Notice: Function _load_textdomain_just_in_time was called incorrectly. Translation loading for the wordpress-seo-news domain was triggered too early. This is usually an indicator for some code in the plugin or theme running too early. Translations should be loaded at the init action or later. Please see Debugging in WordPress for more information. (This message was added in version 6.7.0.) in /home/moviesroom/domains/new.moviesroom.pl/public_html/wp-includes/functions.php on line 6131 Amerykańska fikcja – recenzja filmu. Co z tą całą poprawnością polityczną?
Amerykańska fikcja – recenzja filmu. Co z tą całą poprawnością polityczną?
Dominik Tracz,
14 marca 2024
Film-widmo, który pojawił się na polskim streamingu zupełnie niespodziewanie, otrzymał w tym roku Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany. Wychodzi na to, że próżno szukać w produkcji Jeffersona oznak dobrego scenopisarstwa. Co poszło nie tak?
W Amerykańskiej fikcji obserwujemy historię Theloniousa Ellisona – podstarzałego i sfrustrowanego autora lekko przeintelektualizowanych powieści, które nie cieszą się popularnością wśród czytelników. Poirytowany stanem rynku wydawniczego, faworyzującego literaturę tzw. czarnej patoli, decyduje się na odważny krok – wydanie pod pseudonimem książki na miarę naszych czasów: stereotypowej i obraźliwej. Samotna krucjata bohatera przeciwko hipokryzji i poprawnościowej ignorancji społeczeństwa szybko okazuje się zadaniem ponad możliwości, bowiem alter ego Ellisona, poszukiwanym za morderstwo czarnoskórym gangsterem, zaczyna interesować się FBI.
Najnowsza produkcja w reżyserii Corda Jeffersona, mimo intrygującego pomysłu, zatraca się w sztampie, z którą, przynajmniej na poziomie scenariusza, stara się walczyć. Dwa pierwsze akty to banalna, przewidywalna i do bólu amerykańska próba zakotwiczenia głównego bohatera w opowiadanej historii. Realizowane scena po scenie ujęcia, które mają przedstawić nam relacje towarzyskie Ellisona, pozbawione są jakiejkolwiek reżyserskiej swobody, przez co trudno nam zaangażować się emocjonalnie w prezentowane wydarzenia. Ekspozycyjny chłód i niemrawość narracji pozwalają sądzić, że nagrywanie Amerykańskiej fikcji przypominało bardziej bezrefleksyjne odhaczanie kolejnych scen na liście (żeby ekipa mogła już iść na kawę), niż rzetelnie realizowany projekt wynikający z pasji reżysera.
fot. materiały prasowe
Z tego produkcyjnego pośpiechu i artystycznej niedbałości wynikają także poważne problemy fabularne. Wątki pojawiają się i mnożą w tempie błyskawicy, wskutek czego historia skacze z miejsca w miejsce, z jednej emocji w drugą, aż w końcu nie jesteśmy w stanie jakkolwiek empatyzować z bohaterami, bo gubimy się w tym fatalnym gąszczu. Sytuacji nie poprawiają kuriozalne, głupawe wręcz, pomysły realizacyjne, a także sloganistyczne i wydumane dialogi rodem z ubiegłorocznej Barbie Grety Gerwig. Różnica jest jednak taka, że koncepcja Amerykańskiej fikcji w pewnym stopniu uzasadnia zastosowanie dziwactw i filmowej sztampy. W końcu mamy do czynienia z bohaterem, który w pełni świadomie decyduje się na nie w ramach własnej świętej wojny przeciwko błędnie interpretowanej poprawności politycznej.
W tym miszmaszu samoświadomej zabawy w meta-film i niedbałej rzemieślniczo opowieści, wyróżnia się silna postać Ellisona, granego przez Jeffreya Wrighta. Jest to popis aktorski o tyle intrygujący, że nieograniczony do interpretacji jednej osoby, a dwóch – lekko wyniosłego pisarza oraz bezpardonowego gangstera. Tak skrajny charakter obu wcieleń głównego bohatera pozwala na stworzenie zróżnicowanego obrazu aktorskich umiejętności Wrighta, co w efekcie czyni go najjaśniejszym punktem produkcji.
fot. materiały prasowe
Amerykańska fikcja to także (a raczej – przede wszystkim) ciekawe zdanie w trwającej obecnie dyskusji na temat istoty i granic poprawności politycznej. Film Jeffersona udowadnia, że biała potrzeba opowiadania czarnych historii wcale nie jest przejawem szacunku i wsparcia dla innej rasy, a raczej pretekstem do dalszego budowania murów je dzielących. Ellison mówi wprost, że stereotypizacja czarnoskórych, jako tych, którzy dorastali w slumsach, wciągali koks, słuchali rapu i ginęli z rąk białych policjantów osadza rasę wśród jednego kontekstu i jednej historii. A historii bywa wiele. Poprawność polityczna to dziś bezmyślna fascynacja czarnym męczeństwem, jak wynika z produkcji Jeffersona, która zjada własny ogon i prowadzi do podkreślania różnic rasowych, zamiast ich stopniowego rozmywania.
Mimo szczytnego celu, ciekawej refleksji i dobrego finału, Amerykańska fikcja to wciąż średnia próba wybrnięcia ze sztampy poprzez sztampę. Cel przyświecający reżyserowi zatraca się w scenariuszowym chaosie i niezręczności, przez co film staje się niemrawym produktem robionym na szybko, zupełnie jak nieambitna literatura, przed którą tak buntuje się sam bohater historii Jeffersona.
Nie polubiłem się od razu z Kubrickiem, przez długi czas nie znałem Coppoli, Lynch z początku wydał mi się dziwny. A jednak od małego kochałem film. Tą pasją dzielę się teraz na różne sposoby, choć oficjalnie studiuję prawo, a wyżej wymienionych staruszków traktuję dziś jak duchowych przewodników. Skontaktuj się ze mną! d.tracz@moviesroom.pl
Nasza dzisiejsza bohaterka za dwa dni, 11 grudnia, będzie świętować swoje 29. urodziny. Hailee Steinfeld przyszła na świat w Los Angeles w Kalifornii i już od najmłodszych lat starała się zaistnieć w branży filmowej.