Jak wybrać laptop do pracy?
Laptop stał się podstawowym narzędziem pracy dla wielu osób. Korzystają z niego pracownicy biurowi, freelancerzy, programiści, analitycy czy osoby pracujące zdalnie.
Wszystko jest na sprzedaż
Tak przynajmniej twierdzi główny bohater Tajemnic Manhattanu Porter Wren, grany przez laureata Oscara Adriena Brody’ego, wprowadzając nas w mroczne zakamarki Nowego Jorku. Film w klimacie noir, oparty na powieści Colina Harrisona o tym samym tytule, po zwiastunie nie zapowiadał się na wybitny. Wyglądał na średniaka, wykorzystującego znaną twarz w celu przyciągnięcia garstki widzów przed ekrany. Nawet to nie zadziałało: w dniu premiery w wielkiej sali było oprócz mnie może 5-6 osób. Czy film rzeczywiście okazał się być średniakiem? Nie – jest dużo gorszy.
Wyjaśnijmy jedno: książki nie czytałem, skupię się więc na samym filmie. Najpierw streśćmy, o czym jest debiut Briana DeCullisa. Główny bohater jest felietonistą popularnego tabloidu, sprzedającym swoim zagorzałym czytelnikom przeróżne tragedie Manhattanu: głównie morderstwa i skandale. Pewnego razu, na jednej z charytatywnych imprez, dosiada się do niego piękna Caroline Crowley (grana przez Yvonne Strahovski) – wdowa po zmarłym w niewyjaśnionych okolicznościach utalentowanym reżyserze. Ofiarując mu klucz do sekretnego archiwum z nagraniami męża, wplątuje go w intrygę, której on sam nie będzie chciał opisać na łamach swojego działu.

Siedząc w fotelu i przebierając nogami z nudy zastanawiałem się, czy reżyser na pewno wie, o czym jest jego film. Mamy oczywiście zagadkę niewyjaśnionej śmierci, musi być też romans głównego bohatera ze zleceniodawcą (bo jakżeby inaczej?) i mamy też wątek tajemniczej sekstaśmy i zamieszanego w aferę, powszechnie szanowanego dziadygę z wyższych sfer. Mało oryginalnie. Każdy z nas miał zapewne okazję spotkać się wcześniej z przynajmniej dwoma przytoczonymi wątkami w jednym filmie. Tu jednak zostały one poprowadzone naprawdę mizernie, a zakończenie każdego z nich wywołuje u widza zażenowanie. Pod względem fabularnym, Tajemnice Manhattanu kuleją i ciężko tutaj wymienić zalety. Mogę do nich zaliczyć jedynie narrację, przywołującą na myśl Sin City, czy też komiksowe wstawki z kultowej gry Max Payne.
Jak spisała się obsada? Pamiętając występ Brody’ego w Grand Budapest Hotel, czy też w Obłędzie liczyłem, że pokaże się od dobrej strony. Otóż nie. Postać z lekka badassowego felietonisty do niego nie pasuje. Widząc jego grę, przypomniał mi się Cezary Pazura, wybitnie naśladujący Bogusława Lindę podczas jednego ze swoich stand-upowych występów. O ile polski aktor potrafił sprawić, że na mojej gębie pojawił się szczery uśmiech, to Brody wywołał uśmiech, ale politowania. Do jego dobrych kreacji Portera Wrena z całą pewnością nie zaliczymy. Yvonne Strahovski grała przyzwoicie, ale jej wdzięki zdecydowanie musiały wiele nadrabiać. Z całej obsady chyba najlepiej wypadł znany z Dziewczyny z tatuażem Steven Berkoff. Jego postać i historia potrafiły nawet zaciekawić.

Całościowo Tajemnice Manhattanu wypadają słabo. Od jakiejś 40 minuty modliłem sie o jak najszybsze nadejście finału. Oglądanie tego filmu było naprawdę męczarnią. Liczyłem, że chociaż pojawi się nagle jakiś zwalający z nóg twist fabularny. Nie… Jedyne, co mnie na końcu zaskoczyło, to nazwisko Jackiego Chana wśród twórców filmu. Jeśli szanujecie swój czas i pieniądze, to nie przeznaczajcie ich na to jedno wielkie ……..(tu wstawić pierwszy przychodzący na myśl pejoratywny rzeczownik).
Ilustracja wprowadzenia: mat. prasowe
Laptop stał się podstawowym narzędziem pracy dla wielu osób. Korzystają z niego pracownicy biurowi, freelancerzy, programiści, analitycy czy osoby pracujące zdalnie.