Deprecated: Constant FILTER_SANITIZE_STRING is deprecated in /home/moviesroom/domains/new.moviesroom.pl/public_html/wp-content/plugins/wpseo-news/classes/meta-box.php on line 59

Notice: Function _load_textdomain_just_in_time was called incorrectly. Translation loading for the wordpress-seo-news domain was triggered too early. This is usually an indicator for some code in the plugin or theme running too early. Translations should be loaded at the init action or later. Please see Debugging in WordPress for more information. (This message was added in version 6.7.0.) in /home/moviesroom/domains/new.moviesroom.pl/public_html/wp-includes/functions.php on line 6131
"Zmartwychwstały" - recenzja filmu z Josephem Fiennesem - Movies Room

„Zmartwychwstały” – recenzja filmu z Josephem Fiennesem

Aleksandra, 8 marca 2016

Niewierny Clavius

Okres Wielkiego Postu i Wielkanocy wielu widzom kojarzy się ze zwiększoną ilością filmów na małym i dużym ekranie o tematyce religijnej. „Zmartwychwstały” Kevina Reynoldsa nie jest jakimś wyjątkowym obrazem, szeroko propagowanym jak chociażby „Pasja” Gibsona. Kolejna biblijna historia w interpretacji amerykańskich twórców?

Reynolds postawił tutaj na religijny film… akcji. Oto Clavius Aquila Valerius Niger (Joseph Fiennes) rzymski trybun, na polecenie Piłata musi najpierw nie dopuścić do wykradnięcia ciała Jezusa/Jeszui (Cliff Curtis), potem zaś – po oczywistym zniknięciu – znaleźć ciało i winnych. Czeka go trudna i żmudna robota, z dnia na dzień jest coraz bardziej targany wątpliwościami, a jego marzenie o osiągnięciu sukcesu w wojskowej karierze i spędzeniu reszty życia w spokoju wciąż się oddala.

Film w sumie powinien skończyć się na momencie (nie będzie tu spojlerów, bo każdy wie chyba, jak skończyła się oryginalna historia), gdy Clavius spotyka żywego Jezusa – ewentualnie jakiś czas później, bez zbędnego przedłużania. „Śledztwo” było raz wydłużone na siłę, raz za bardzo przyspieszone, zaś wydarzenia po częściowo niepotrzebne. Można też było odnieść wrażenie, że nie wiadomo w jaką stronę chciał podążyć Reynolds – czy religijnego akcyjniaka (co samo w sobie jest naprawdę świetnym pomysłem), czy typowym kinem biblijnym do puszczania w wielkopostne niedziele.

Ze strony aktorskiej film wyszedł niezbyt równomiernie. Z jednej strony mamy świetnie grającego Fiennesa, paru dobrze odgrywających swoje (nieznaczne) role aktorów, a z drugiej nie za bardzo udanego Toma Feltona, którego postać (Luciusa, nomen omen) jest po prostu nieokreślona. Miejscami wydaje się wstawiony na siłę. Apostołowie swoją zbytnią radością (zwłaszcza Bartłomieja) najbardziej razili – zamiast zrobienia ich bardziej ludzkimi (pod koniec twórcom to się na szczęście trochę udaje), można było odnieść wrażenie, że oglądamy klub szaleńców, fanatyczną grupę, a nie kogoś, kogo chcemy słuchać. Filmowy Piłat (Peter Firth) wraz z „bandą” arcykapłanów jest zrobiony na jedno kopyto, ale to do roli Jezusa mam jednak największe wątpliwości. Z jednej strony Curtis zagrał nienachalnie – jego Jezus, choć był przez większość filmu w tle, pozostał jednak postacią pierwszoplanową – z drugiej zaś po prostu nie pasował do tej roli.

W „Zmartwychwstałym” nie mogę także wybaczyć dwóch rzeczy: wstawienie Barabasza jako przywódcę fanatycznych bojowników (w imię Boga) – podczas gdy wiemy, że był skazanym rozbójnikiem, którego uwolnił Piłat – oraz Miriam. Ta druga nie wiadomo właściwie, jaką postacią jest, bo ani Matką Jezusa (która znana jest również pod tym imieniem), ani – wg niektórych teorii, niezgodnych z kanonem biblijnym, acz wynikającym częściowo z apokryfów – żoną/towarzyszką Jezusa, która zresztą utożsamiana jest z Marią Magdaleną (Miriam z Magdali). Cóż, amerykańska fantazja zawsze mnie zadziwiała, ale w filmie o tematyce biblijnej jest to po prostu nie na miejscu.

I o ile typowo ewangelijne sceny są zrobione symbolicznie, naprawdę dobrze – nienachlana scena śmierci czy połów ryb – to niektóre zostały przez chęć właśnie swoistej symboliki zepsute. Uzdrowiony trędowaty z cudu nic sobie nie robi. Wniebowstąpienie zrobione na modłę filmów religijnych i także zbyt przedłużone. Można to było zrobić niestety lepiej.

Jednak, koniec końców, film swoją misję spełnia. W sposób nietypowy, oczami Rzymianina, widzimy kryzys wartości i wiary oraz walkę z samym sobą oraz dotychczasowym życiem. „Zmartwychwstały” skłania do religijnych przemyśleń, a w postaci niewiernego Claviusa możemy dostrzec po części siebie. Bo w sumie o to chodzi w biblijnych filmach.

Ilustracja wprowadzenia: mat. prasowe

Aleksandra Dziennikarz

Korektorka MR. Miłośniczka dobrego filmu, książki, muzyki i Japonii. Nałogowa czytelniczka mang. Na co dzień grammar nazi i studentka prawa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *