Deprecated: Constant FILTER_SANITIZE_STRING is deprecated in /home/moviesroom/domains/new.moviesroom.pl/public_html/wp-content/plugins/wpseo-news/classes/meta-box.php on line 59

Notice: Function _load_textdomain_just_in_time was called incorrectly. Translation loading for the wordpress-seo-news domain was triggered too early. This is usually an indicator for some code in the plugin or theme running too early. Translations should be loaded at the init action or later. Please see Debugging in WordPress for more information. (This message was added in version 6.7.0.) in /home/moviesroom/domains/new.moviesroom.pl/public_html/wp-includes/functions.php on line 6131
Wołyń - recenzja dramatu historycznego Wojtka Smarzowskiego - Movies Room

Wołyń – recenzja dramatu historycznego Wojtka Smarzowskiego

Krzysztof Warzała, 24 września 2016

Powoli następuje dobra tendencja w polskim kinie, gdzie zaczyna podejmować się tematy, o których historia milczy lub kłamie, a nie po milion razy przeprasza się Żydów za niewiadomo co. Po przypomnieniu o Żołnierzach wyklętych nadszedł czas na sprawę rzezi wołyńskiej. Tym razem temat podjął zapewne jeden z najbarwniejszych obecnie polskich reżyserów, Wojtek Smarzowski, który już w swojej Róży udowodnił, że wie, jak opowiadać o motywach prześladowań i nie boi się ukazywać bolesnej prawdy. Czy jego Wołyń zadowoli wygórowane oczekiwania i zaspokoi narodową potrzebę rekompensaty za krzywdy?

wolyn, smarzowski, film

Całe kresy wschodnie w latach 30. ubiegłego wieku okazują się być bardzo niestabilnym i etnicznie pomieszanym regionem, gdzie jeszcze przed rozpoczęciem wojny na niebezpieczny poziom wzrastały nastroje nacjonalistyczne. Wrogość między miejscowymi tylko się wzmagała wraz z każdym nowym okupantem. Wpierw wkroczyli Sowieci, później Niemcy, a ostatecznie sprawy w swoje ręce wzięła nacjonalistyczna partyzantka pod wodzą sowieckiego pachołka i zbrodniarza wojennego, Stefana Bandery. Wojtek Smarzowski poświęca dużo czasu na nakreślenie tego, jak wyglądał świat, w którym przyszło mu opowiadać historię. Fabuła pozornie skupia się na młodej córce polskiego gospodarza, która za konia, krowy i ziemię zostaje wydana za starszego od niej gospodarza. Ślub z przymusu to jednak jedna z lepszych rzeczy, jaka ją podczas seansu spotka. Już chwilę po nocy poślubnej nowy mąż zostaje wcielony do wojska, a ona sama musi zaopiekować się gospodarstwem i dwójką dzieci, podczas gdy dookoła rosną antypolskie nastroje.

Zobacz również: recenzja filmu Jestem mordercą!

Co za rzadko się w polskim kinie zdarza, Smarzowski nie wymaga od widza wcześniejszej wiedzy na temat realiów epoki, ale wszystko sam przedstawia w swoim dziele, które dzięki temu stanowi autonomiczny twór, przystępny dla osób nawet nie będąchych z historią za pan brat. Tym bardziej, że kreacja świata nie ogranicza się jedynie do pokazania wewnętrznych konfliktów i antagonizmów, ale dostajemy również wgląd w trudy codzinnego życia oraz piękne zwyczaje ślubne mieszkańców pogranicza, które jak się okaże, będą parabolą do późniejszych wymyślnych sposobów egzekucji. Może i przydługa, ale bardzo słusznie umieszczona sekwencja rozpoczynająca Wołyń ilustruje najlepiej ideę reżysera. Smarzowski w swoim filmie chce siać miłość. Brzmi to może wręcz paradoksalnie, ale na tle tych wszystkich zbrodni autor stara się, ile może, by pokazać straty po każdej stronie i usprawiedliwić zarówno Polaków jak i Ukraińców. Oczywiście w polskim kinie nie mogło zabraknąć elementu pokrzywdzonych Żydów, którzy nikomu nic nie zrobili, a zginęli jako pierwsi i jeszcze polskie pany wskazywały nazistom, gdzie strzelać. Podobnie sceny rzezi lachów przeplatane są porządnymi Ukraińcami, którzy ratują życie naszych rodaków. Smarzowski chciał zadowolić wszystkich, a trochę przez to każdego mógł zdenerwować i przede wszystkim osłabił wymowę własnego dzieła. Głupio jest krytykować zamysł siania miłości, ale takie asekuranctwo i ciągłe przepraszanie już i tak zdominowało polskie kino. Pal licho prawdę historyczną, miło by było dla odmiany zobaczyć film innego typu, bardziej budujący i trzymający w pełni polską stronę interesów.

wolyn, jakubik, smarzowski,

Miłość do własnego narodu odmierza się nienawiścią do drugiego. 

Gdyż Wołyń to nie jest prawicowo-prawilny film patriotyczny, dlatego też trafia na festiwale i będą się nim zachwycać media w przeciwieństwie do chociażby Historii Roja. Reżysera należy pochwalić za to, że stara się szerzyć politykę miłości i pojednania. Widz, któremu odpowiada taka opcja, będzie zachwycony. Jednakże to dalej dość bezpieczny sposób opowiadania historii, po którym nie ma się co dziwić, że później Niemcy zgłaszają zażalenia o wypędzenie, Ukraińcy mają kolejny powód do pałania nienawiścią, a Żydzi znów zorganizują protest przed polską ambasadą żądając przeprosin za holokaust. Po obejrzeniu Wołynia duma narodowa raczej nie rośnie, wybrano bardziej złożone, niejednoznaczne ukazanie prawdziwych wydarzeń, a czy to dobrze, czy źle, raczej każdy sam musi sobie wybrać. 

Od strony technicznej nie ma rewelacji, choć scena bitewna przypomina wręcz Szeregowca Ryana i te pół minuty robi spore wrażenie. Smarzowski nie kręci z taką werwą jak chociażby Polański. Tutaj dominują cienie i niedoświetlenia. Często po prostu nie widać, co się dzieje na akranie. Podobnie wygląda sprawa w przypadku dużej części drastycznych widoków, które reżyser raczej tylko napomyka i często widz w ogóle nie widzi, co takiego wstrząsnęło bohaterami. Scenografia to kwestia bardziej umowna i zdecydowanie skromna. Nie do końca widać na ekranie te miliony władowane w produkcję, skoro wszystko dzieje się w lasach i na łąkach, a oświetlenie wykorzystano naturalne. Ilość krwi i flaków jednak faktycznie szokuje. Bardzo graficznie ukazano mordowanie i dzięki temu Wołyń na pewno jest niezwykle mocnym filmem, który mimo pięknej i romantycznej otoczki nie boi się dosłownie ukazać niewyobrażalnej krzywdy i cierpienia. Widać w tym elemencie charakterystyczny znak firmowy Smarzowskiego, który bez ceregieli wrzuca przemoc w tygiel emocji, nie piętnując, tylko beznamiętnie ukazując wszystko jak jest, jeszcze silniej oddziałowując tym samym na zaskoczonego widza. Aczkolwiek mimo miłosiernych intencji autora, to właśnie przez ten dobitny i niezwykle intensywny finał, nieuchronną rzeź, Wołyń zostanie zapewne zapamiętany w panteonie polskiej kinematografii.

wolyn, smarzowski, jakubik

Gdyż gdzieś nie ma w ogóle co roztrząsać, czy to film dobry, czy zły. Recenzowana tu produkcja zjada na śniadanie większość tego, co się w naszym kraju kręci. Wołyń bezapelacyjnie reprezentuje poziom światowy, przede wszystkim  w kwestii fabularnej, a odstaje tylko nieco pod względem technicznym. Tylko że przy takiej fabule i takim temacie niektóre kwestie schodzą na dalszy plan. Dlatego trochę też pominąłem aktorów, a warto wiedzieć, że i oni wykonali kapitalną robotę. Absolutnie każdy powinien zapoznać się z tą historią, mimo iż jest ona dołująca, smutna i drastyczna, to również ważna i rzetelnie opowiedziana. Misja spełniona. Ten film to świetny sposób na utrwalenie w zbiorowej świadomości wydarzeń, które powinny być dobrze znane. 

Krzysztof Warzała Dziennikarz

Miłośnik prawdziwego kina, a nie tych artystycznych bzdur. Jeśli masz ciekawy temat do opisania, pisz tutaj - k.warzala@moviesroom.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *