Dragon Ball: The Breakers – wrażenia z bety. Anime Dead By Daylight

Behaviour Interactive zaskoczyło tytułem, który był czymś nowym. Gra multiplayer, w której drużyny są nierówne? Brzmi jak coś, co nie mogło się udać. A jednak! Survival horror pod tytułem Dead By Daylight wypalił i zaczął prężnie się rozwijać. Nie dość, że dodawani byli coraz to nowsi zabójcy do gry, to liczne współprace z takimi markami, jak Halloween, Krzyk czy nawet Stranger Things przyciągają do gry coraz więcej osób. Nie ma się co dziwić, że zaczęło powstawać coraz więcej tytułów próbujących wkupić się w ten trend. Tak było między innymi z Last Year: The Nightmare czy Deceit. Jak łatwo się domyślić, tytuły nie były w stanie przebić giganta. Teraz jednak mamy inne spojrzenie na gry tego typu przy Dragon Ball: The Breakers. Czego możemy się po nim spodziewać?
Gry anime kojarzymy głównie z bijatykami, RPG-ami, czy Hack & Slashami. W pierwszej kolejności przychodzą na myśl takie tytuły, jak Naruto Shippuden, Genshin Impact, czy seria Dragon Ball. Jednak ostatnią kojarzymy niemalże tylko i wyłącznie z mordobiciem. Niby za każdym razem było to coś nowego i innego, a jednak koniec końców zawsze było wiadomo, czego się spodziewać po tytule. Klepania się po mordach z różnego rodzaju przeciwnikami. Tym razem jednak twórcy postawili na coś innego. W Dragon Ball: The Breakers twórcy postawili na tryb survival. Dostępne są dwie drużyny. Jedna zawierająca 7 osób, a druga złożona z tylko z jednego członka. Ta większa drużyna jest złożona oczywiście ze słabszych jednostek. Starają się one przetrwać atak naprawdę potężnego najeźdźcy.
Zobacz również: Beyond a Steel Sky – recenzja gry. Top 10 niespójnych narracji
Zanim jednak przystąpimy do gry, musimy stworzyć swoją postać. Niestety, wszystkie elementy kosmetyczne, jak i te które możemy później zakupić w sklepie, są żywcem zdarte z innych odsłon gier z Dragon Balla, co sprawia, że można pomyśleć, iż gra jest robiona na szybko i po łebkach. Na szczęście, gdy już stworzymy swoją postać, możemy ją zawsze zmienić. Minusem jest tutaj fakt, że jeśli najdzie nas taka ochota, trzeba za każdym razem zaczynać od początku. Na szczęście sama możliwość edytowania postaci, którą gramy, rekompensuje ten fakt. Przy odrobinie kreatywności można nawet doprowadzić do crossoverów różnych anime.

fot. zrzut ekranu z gry Dragon Ball: The Breakers
Zobacz także: Hot Wheels Unleashed – Hot Wheels Pass Vol. 1 – recenzja dodatków do gry. EA, czy to ty?
Gdy już utworzymy postać, trafiamy do lobby, które jest tutaj totalnie niepotrzebne. W lobby znajduje się sklep z ciuchami i dodatkami dla naszej postaci, menu z podpowiedziami i sklep z umiejętnościami dla bohatera. Wszystko to mogłoby się znaleźć w zwykłym menu, dzięki czemu byłoby dużo bardziej intuicyjne. Na szczęście lobby samo w sobie jest wykonane całkiem nieźle i nie odstrasza od tytułu. W nim oczekujemy także na grę. Oczywiście, jak łatwo się domyślić, oczekiwanie jako najeźdźca zajmuje znacznie więcej czasu niż oczekiwanie jako osoba próbująca przetrwać atak. Niestety, to jest cena jaką przychodzi zapłacić za możliwość wcielenia się w postrach innych bohaterów.
W Dragon Ball: The Breakers jako atakujący musimy rozwijać swoją formę, aby odblokować coraz to mocniejsze ataki pozwalające nam pokonać innych graczy. Ci natomiast mogą używać swoich umiejętności, takich jak bomba dymna, kapsuła ratunkowa czy przemiana, aby ratować życie. To jednak nie koniec. Raz na jakiś czas mogą oni się przemienić w jednego z bohaterów serii, aby spróbować się zmierzyć z najeźdźcą, bądź też przed nim uciec. Jednak warto pamiętać, że zarówno pierwsza, jak i druga opcja jest bardzo niebezpieczna. Atakujący bowiem może okazać się zbyt silny i będzie w stanie rozprawić się z atakującymi go graczami w mgnieniu oka.

fot. zrzut ekranu z gry Dragon Ball: The Breakers