Star-Lord stworzył swój zespół jako grupę szybkiego reagowania na zagrożenia czyhające w galaktyce. Po wyboistej drodze cel też odszedł na dalszy plan, zastąpiony przez prozaiczne potrzeby, jak chęć utrzymania się w kosmosie pełnym zagrożeń i pokus. I to raczej te drugie rządzą sercami Strażników Galaktyki, gdyż szybko dowiadujemy się, że pracują oni obecnie dla Grandmastera. A tam, gdzie pojawiają się Starsi Wszechświata, nie może być spokojnie. Do tego dochodzi Bractwo Raptorów, problemy ze wzrostem Groota, tajemnice Gamory i nagły przypływ pacyfizmu Draxa.
Już w Strażnikach Galaktyki Briana Michaela Bendisa można było wyczuć wpływ kinowej wersji. Duggan pozwala sobie tu na więcej, sprawiając, że Star-Lord jest bliższy interpretacji Chrisa Pratta, niż swemu wcieleniu z czasów Abnetta i Lanninga. To samo dotyczy Kolekcjonera, będącego kopią Benicio del Toro. W tym wcieleniu Strażnicy Galaktyki z grupy będącej kosmiczną wersją Avengers stali się herosami z przypadku pod duchowymi auspicjami Hana Solo.
Zastrzec jednak muszę, że o ile Deadpool w wykonaniu Duggana miał swoje bolączki i był miejscami przesadzony, to Strażnicy Galaktyki są napisani rozważniej. Jeśli czytaliście Anihilację i kolejne historie z tamtego okresu, to poczujecie cień tego klimatu, przefiltrowany przez współczesny wizerunek grupy. Pojawiają się nawet ślady dziedzictwa Jima Starlina, głównie za sprawą warstwy graficznej.
Aaron Kuder zdecydowanie prze w stronę kosmicznej egzotyki. Rybi okręt Grandmastera czy atrapa Galactusa to piękny pokaz wyobraźni autora. Tu ponownie kłaniają się filmy Gunna, gdyż całe to rebelianctwo i bandyterka Strażników to metody Quilla/Pratta. I może narzekałbym na taki stan, zwłaszcza że pierwotne wcielenie grupy było dobre, gdyby całkowicie nie pochłaniałby mnie ten klimat. Star-Lord i jego muzyka, charakterystyczny okręt i barwność świata przedstawionego sprawiają, że Strażnicy Galaktyki tom 1: Brak porozumienia to przede wszystkim dobre SF, a dopiero potem jakieś tam superhero.
Strażnicy Galaktyki tom 1: Bez porozumienia to prosta droga do kosmicznego eventu, który przywróci do łask Kamienie Nieskończoności i wiele legend pozaziemskiego Marvela. Gerry Duggan zdaje się mieć też większy sentyment do poprzedników i już na łamach tego tomu pojawiają się postaci autorstwa Starlina i duetu Abnett/Lanning. Marvel mądrze zarządza różnymi aspektami swego świata. Bohaterowie często się spotykają, ale zazwyczaj to X-Men i Avengers robią najwięcej hałasu. Strażnicy Galaktyki ewentualnie przemkną gdzieś bokiem, mając na głowie własne zmartwienia. Ten ograniczony izolacjonizm sprawia, że w Domu Pomysłów każdy znajdzie coś dla siebie. Koniec listopada i początek grudnia to czas kolejnych albumów ze Strażnikami Galaktyki, dla odmiany z różnych okresów.
Tytuł oryginalny: All-New Guardians of the Galaxy vol.1: Communication Breakdown
Scenariusz: Gerry Duggan
Rysunki: Aaron Kuder, Marcus To
Tłumaczenie: Marcin Roszkowski
Wydawca: Egmont 2020
Liczba stron: 144
Ocena: 75/100