Jak wybrać laptop do pracy?
Laptop stał się podstawowym narzędziem pracy dla wielu osób. Korzystają z niego pracownicy biurowi, freelancerzy, programiści, analitycy czy osoby pracujące zdalnie.
Kiedy rodzimi wydawcy wezmą na celownik jakiegoś komiksowego twórcę, możemy być pewni, że będzie on bardzo często eksploatowany. Działo się tak już w przypadku m.in. Eda Brubakera czy Briana Michaela Bendisa, a obecnie ma to miejsce z Jasonem Aaronem, autora scenariuszy do rozpoczętych u nas Bękartów z południa i Skalpu. Na rynek trafiła właśnie jego miniseria Ludzie gniewu. Pierwsza rzecz, którą musicie o niej wiedzieć, to że jest przeznaczona wyłącznie dla osób dorosłych. To jedna z najbrutalniejszych pozycji, z jakimi kiedykolwiek miałem do czynienia. Pytanie, czy jest w niej coś więcej?
Przed rozpoczęciem lektury warto przeczytać odautorski wstęp, z którego dowiemy się kilku faktów z przeszłości scenarzysty. To właśnie te wstrząsające wydarzenia zainspirowały Aarona do napisania Ludzi gniewu. Musicie wiedzieć, że tego artystę stać na wiele, a omawiany tytuł jest najlepszym potwierdzeniem tego faktu.
Mamy do czynienia z niezwykle sugestywną, surową opowieścią o płatnym zabójcy z Alabamy, który miał nieszczęście urodzić się jako potomek owianej złą sławą rodziny Rathów. Od pewnego incydentu z przeszłości ich losy nieodłącznie związane są z krwią, bólem i przemocą. To prawie klątwa – Rathowie krzywdzą nie tylko swoich wrogów, ale i ranią samych siebie w autodestruktywnym pędzie do zniszczenia.
Ira Rath zarabia na życie eksterminując tych, na których postawił krzyżyk ktoś z pieniędzmi. Nie ma dla niego znaczenia, czy odbiera życie mężczyźnie, kobiecie czy noworodkowi. Jest twardzielem, ale i samotnikiem, uciekającym przed przeznaczeniem. Niestety, demony przeszłości powrócą, kiedy nasz bohater dostanie zlecenie na własnego syna. Z tym że nieodrodny synalek to przecież też Rath…
Oprócz gigantycznej dawki przemocy, od Ludzi gniewu dostajemy też sporo emocji. Prosta historia o zemście posiada całkiem niezłe zaplecze psychologiczne, a bohaterowie skonstruowani są w miarę kompleksowo. Należy jednak nadmienić, że nie wszyscy będą zadowoleni z lektury – część czytelników ma reakcję alergiczną na skrajną brutalność i patologicznych bohaterów.
Za stronę graficzną tej opowieści odpowiada Ron Garney, który współtworzył takie serie jak Kapitan Ameryka, Ghost Rider czy Hulk. Ponieważ w tym przypadku scenarzysta i rysownik doskonale się znają, rozumieją i uzupełniają, możemy liczyć na spójną opowieść pełną zimnych, surowych kadrów oraz dosadnych, krwawych, czasem nawet groteskowych scen przemocy. Moja pierwsza reakcja po odłożeniu komiksu na półkę nie była specjalnie pozytywna – uznałem, że festiwal bezsensownej brutalności nie jest tym, czego oczekiwałem. Z czasem, kiedy emocje opadły, uznałem że Ludzie gniewu mają w sobie coś wciągającego. Coś brudnego, pierwotnego i zwierzęcego, ale uzależniającego. I wiecie co? To ogromna zaleta, bo w zalewie miałkich i bezpłciowych tworów, każde wyraziste dzieło powinniśmy powitać z otwartymi ramionami.
Czemu ten komiks działa na czytelnika? Aaron stara się nie usprawiedliwiać, ale i nie oskarżać swoich bohaterów. Sami zdecydujemy, czy mamy czuć do nich wstręt i odrazę czy może sympatię lub współczucie. I chociaż wszystko tu jest paskudne i nieprzyjemne, to jednak w jakiś sposób magnetycznie przyciąga. Sięgnijcie więc po Ludzi gniewu. Jeśli się odważycie.

Scenariusz: Jason Aaron
Rysunki: Ron Garney
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Wydawca: Mucha Comics 2016
Liczba stron: 136
Ocena: 70/100
Laptop stał się podstawowym narzędziem pracy dla wielu osób. Korzystają z niego pracownicy biurowi, freelancerzy, programiści, analitycy czy osoby pracujące zdalnie.