Deprecated: Constant FILTER_SANITIZE_STRING is deprecated in /home/moviesroom/domains/new.moviesroom.pl/public_html/wp-content/plugins/wpseo-news/classes/meta-box.php on line 59

Notice: Function _load_textdomain_just_in_time was called incorrectly. Translation loading for the wordpress-seo-news domain was triggered too early. This is usually an indicator for some code in the plugin or theme running too early. Translations should be loaded at the init action or later. Please see Debugging in WordPress for more information. (This message was added in version 6.7.0.) in /home/moviesroom/domains/new.moviesroom.pl/public_html/wp-includes/functions.php on line 6131
Facet do wymiany - recenzja komedii, w której francuskie gwiazdy grają samych siebie - Movies Room

Facet do wymiany – recenzja komedii, w której francuskie gwiazdy grają samych siebie

Konrad Stawiński, 29 czerwca 2017

Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że Guillaume Canet robiąc film o kryzysie wieku średniego wkracza na nieznane kinematografii terytoria. Temat ten został w końcu dość mocno przemaglowany zarówno przez kino, jak i telewizję. Francuz zastosował więc całkiem sprytny trick. Zrobił film o „sobie”. Dzięki temu Facet do wymiany potrafi się podczas seansu skutecznie obronić.

Zgadza się. Guillaume Canet, ten francuski reżyser i aktor, gra tego reżysera i aktora. Tak samo jak Marion Cotillard gra samą siebie, a więc jego życiową partnerkę i walczącą o Oscarowe role aktorkę. Jednak nie da się nie zauważyć, że pomimo portretowania postaci swoim imieniem i nazwiskiem to film nie jest ani dokumentem ani mockumentem, a od początku do końca fabularną fikcją. Z polskiej perspektywy ciężko stwierdzić ile przemycono rzeczywistych elementów z życia Caneta i Cotillard oraz na ile może stanowić funkcję terapeutyczną po aferach plotkarskich związanych z filmem Sprzymierzeni, lecz całość jest podporządkowana głównemu celowi, czyli lekkiej satyrze na męskość i współczesny świat filmowy.

facet do wymiany

Zobacz również: Volta – recenzja nowego filmu Machulskiego

Chodzi oczywiście o przemijanie. Młodość jest w cenie, dotychczasowi bożyszcze się starzeją, więc jest potrzeba bycia wiecznie młodym (nawet pojawia się słynny szlagier Forever Young), aby grać najważniejsze role. Najczęściej słyszymy o tym w kontekście aktorek, które narzekają, że nie ma odpowiednich ról po osiągnięciu dojrzałego wieku, albo są wyśmiewane w kontekście kolejnych operacji plastycznych.  Facet do wymiany przedstawia sytuację inaczej, bo  z męskiej perspektywy. Guillaume Canet ma 43 lata i w swoim najnowszym filmie wciela się ojca. Sam jest tatusiem, jego życie jest nudne, tak do bólu przewidywalne, że toczy się według zegarka, a właściwie wielu zegarków, jak to zobaczycie w filmie. Pewnego dnia partnerująca mu na planie wschodząca gwiazda oznajmia, że dla środowiska już nie jest już gorącym ciachem. Canet postanawia więc udowodnić wszystkim, że jest inaczej, że jest w nim Rock’n Roll. Wyrusza w podróż po młodzieżowych lokalach, willach rockmenów na emeryturze i choć wywołuje kolejne skandale, to jednak łatka coś się nie może odczepić, a na castingach do ról dwudziestolatków wciąż jest odrzucany. Oczywiście do czasu wielkiej metamorfozy dokonanej przy pomocy strzykawek z koksem i botoksem.

Facet do wymiany opiera się głównie na dystansie do siebie występujących w nim gwiazd francuskich i jednej amerykańskiej. I ten luz widać w grze. Oglądamy kłótnie na planie filmowym, kończącą się cierpliwość producentów-przyjaciół, ale w największym stopniu Canet biczuje swoją postać, którą nie tylko przeczołgał niemiłosiernie, ale i dokonał razem z osobami od charakteryzacji przeobrażenia w żywego Kena czy inną męską wersję słynnego Człowieka-Kota. Bawią więc te próby wyparcia swojego wieku, zmagania o role dla dwudziestolatków, kolejne imprezowo-wizerunkowe ośmieszenia, czy montażowe dowcipy sennych wizji. Bawi przede wszystkim wizerunek zdjęty z czerwonego dywanu. Rysowany jest wręcz obraz szarej, przeciętnej rodziny, która ma tylko taką pracę, że trafia na okładki i plakaty. Okazuje się więc, że amanci francuskiego kina żyją pod pantoflem, a gwiazdy wielkiego formatu mieszkają w luksusach, a w na oko dwu-trzy pokojowym mieszkanku w paryskiej kamienicy. Cotillard najważniejsze francuskie nagrody – Cezary – wykorzystuje, jako podstawki pod stół, jest taką perfekcjonistką, że po zaangażowaniu przez Dolana nie wychodzi z roli i gada w kanadyjskim narzeczu (fakt, przesadzono z tym), a w salonie tworzy ogródek warzywny. Inna sprawa, że Canet nie zna umiaru i nie potrafi zrezygnować z żadnej sceny, przez co otrzymujemy dwie godziny powtarzających się motywów.   

Zobacz również: W starym, dobrym stylu – recenzja komedii o dziadkach rabujących bank

facet do wymiany1

Początkowo wydaje się, że Facet do wymiany podąży amerykańskimi trendami komediowymi i przedstawi bunt czterdziestolatka, a na końcu główny bohater odnajdzie sens życia i bogatszy o doświadczenia pogodzi się ze swoim wiekiem. W filmie Caneta do pewnego stopnia jest podobnie, lecz schemat jest odwrócony, gdyż to nie on, a Marion musi „dorosnąć” do jego zmiany zewnętrznej osiągającej taki punkt, z którego powrót do normalności jest niemożliwy, w przeciwieństwie do happy-endu. Dlatego też nie znajdziemy w filmie wyśmiewania czy potępienia dla różnych postaw w kierunku odmłodzenia. Nie ma też oczywiście pochwały, a w zamian otrzymujemy zrozumienie dla wyborów, czułość, szacunek, że nie każdy musi starzeć się z godnością, jeśli nie chce. Canet zdaje się w finale mówić, że najważniejsza jest miłość i akceptacja decyzji przez najblizszych. A praca się zawsze znajdzie. Najwyżej w podrzędnym amerykańskim serialu podobnym do Lassie, tylko że z krokodylem zamiast psa.

Ilustracja wprowadzenia: materiały prasowe

Konrad Stawiński Zastępca redaktora naczelnego

Kontakt: k.stawinski@moviesroom.pl Twitter: @KonStar18

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *